Fake Love - recenzja
Dodane przez Lyokoheros dnia Listopad 22 2019 01:34:31

                 Dawno już nie recenzowałem żadnego opowiadania - nie licząc minirecenzji przy okazji pisań na setkę. Okazja pojawiła się dzięki sugestii Azize, która zaproponowała recenzję swojego opowiadania "Fake Love", zamieszczonego na stronie Centrum. 

                 Pierwszym, co rzuca się w oczy, jest anglojęzyczny tytuł, co jak wszyscy choć trochę mnie znający wiedzą, nie nastraja mnie pozytywnie. Forma publikacji też jest moim zdaniem daleka od wygodnych - bezszeryfowa i dość drobna czcionka (co jest dotkliwe szczególnie na komórce, na której często czytam) jest daleka od rozwiązań, jakich bym oczekiwał. 

                 Ale cóż, to nie kwestia samej autorki, a strony, którą wybrała do publikacji. Najważniejsza przecież jest treść, a tu… cóż, mam mieszane uczucia. 

                 Bez wątpienia Azize ma dość specyficzny styl. Odnoszę też wrażenie, że lubi zagłębiać się w psychikę bohaterów, co samo w sobie idzie jej nawet nieźle i to na pewno należy zapisać opowiadaniu na plus. Styl jednak może niektórych razić i odstręczać - choć niektórzy może go lubią - szczególnie iż składnia w wielu miejscach była moim zdaniem… cóż, będę tu szczery do bólu: po prostu koszmarna. Szyk wielu zdań był tak nienaturalny, że ciężko było się głębiej zanurzyć w świecie przedstawionym. W dodatku miejscami dochodziło do dziwnego pomieszania czasów, no i formatowanie tekstu też mogłoby być lepsze. Pod tym kątem temu opowiadaniu zdecydowanie przydałaby się porządna korekta. Z drugiej jednak strony żadnych błędów ortograficznych (no poza brakiem odmiany słowa "college") czy interpunkcyjnych, co trochę jednak ratuje opowiadanie pod kątem zapisu. 

                 Ja tu o formie, a miało być o treści. Cóż, tu też sytuacja, powiedziałbym, specyficzna. Autorka kreuje nam alternatywne uniwersum, i to… rzekłbym, że bardzo dziwne. Samo wyrugowanie wątku Lyoko mogę jeszcze zrozumieć, choć już pewną sprzecznością jest, że w takiej sytuacji mamy Aelitę w wieku Yumi i - prawdopodobnie, bo nie jest to powiedziane wprost - będącą partnerką Jeremiego. Obie te rzeczy wydarzyły się właśnie przez Lyoko, autorka jednak postanowiła wziąć postacie w takim układzie, jak w oryginalnej historii, ale wycinając element, który do tego doprowadził. Kiepska praktyka, jeśli idzie o kreowanie alternatywnych uniwersów, i kompletna odwrotność tego, jak moim zdaniem powinno się to robić. 

                 Historia, którą autorka nam prezentuje, zaczyna się w gabinecie psychiatrycznym, w którym Aelita pracuje jako pokojówka, co uzasadnia swoją chęcią samodzielności. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, bo to cecha jaką bez wątpienia można Aelicie przypisać - choć nie zalicza się według mnie do samego "rdzenia" charakterologicznego. Problem jednak w czym innym. Aelita ma być zwykłą pokojówką? Nie, to jest absolutnie nie przekonujące. Ja wiem, wolność artystyczna i te sprawy, ale by osoba z takimi zdolnościami nie potrafiła znaleźć lepszej pracy i bez obecnej musiała polegać na pomocy Jeremiego? Nie kupuję tego.

                 Ale znowu się rozgadałem, a przecież Aelita występuje tam tylko, by wprowadzić wątek Yumi, klientki rzeczonego gabinetu… i tu po krótkim prologu mamy przejście do właściwej treści - opowieści Yumi o jej życiu i nieszczęściu, jakie ją spotkało. I tym samym zmianę narracji z trzecioosobowej na pierwszoosobową. Choć wolę tą pierwszą, to trzeba przyznać, że przy próbie takiego pogłębionego rysu psychologicznego pierwsza osoba sprawdza się lepiej. 

                 Nie będę wam tu ze szczegółami opisywał, jakież to perypetie przeżywała młoda panna Ishiyama, powiem jednak, że jej życie diametralnie różniło się od tego, jakie mamy w serialu - choć samo "podłoże", czyli sytuację rodzinną, zdawała się mieć bardzo zbliżone do serialowej. Stąd różnice, jakie można zaobserwować między Yumi z opowiadania a tą kanoniczną, nie wypadają w mojej opinii zbyt przekonująco. To samo zresztą tyczy się innych postaci. Kreacje te nie były może tragiczne, ale praktycznie nigdy nie miałem wrażenia, że "to właśnie ta postać". Postacie, które powinny być mi znajome, wydawały się raczej obce. W pewnym sensie spłycone i karykaturalne, ale… być może wynika to z próby oddania tego, jak rzeczywistość postrzega osoba z ciężką depresją? Nadal jednak te kreacje mnie nie przekonują i wypadają zdecydowanie bardziej na minus. Szczególnie jedna, ale o tym potem. 

                 W sumie paradoksem jest, że o ile dialogi były niby dobre, o tyle nie oddawały dobrze samych postaci. No i też momentami wkradło się tam trochę nienaturalnego szyku. Ale mam wrażenie, że było z tym lepiej niż w narracji,  której było zasadniczo mniej, a przynajmniej takie odniosłem ogólne wrażenie. Akcji za wiele tam nie było, toteż średnio jest co oceniać, aczkolwiek nie wypadło źle. Sama fabuła też miała ręce i nogi, trzymało się to kupy i tworzyło spójną całość… a że pod pewnymi względami mało przekonującą, to już inna sprawa. Niemniej nie mogę odmówić autorce oryginalności, w której to kategorii zaliczyła najwyższe noty. 

                 Na sam koniec zostawiłem sprawę najbardziej kontrowersyjną, w największym stopniu będącą źródłem moich mieszanych uczuć. Moim zdaniem jedną z bardzo ważnych cech Williama - mimo iż bywa trochę buntowniczy, szalony i nierozważny - jest to, że w gruncie rzeczy jest bardzo odpowiedzialny - co pokazał choćby w odcinku "atak zombie". Tu mamy jednak kompletną antytezę tego. Mimo tak młodego wieku William nie widzi problemu w piciu alkoholu i co gorsza, chce nim częstować Yumi, uznając picie w takim wieku za coś wręcz oczywistego. Jak bardzo to razi i napawa niesmakiem, nie muszę nawet mówić. Co gorsza, Yumi stosunkowo łatwo mu w tej kwestii ulega, mimo wcześniejszych postanowień. Bardzo szybko też alkohol staje się dla niej ucieczką od problemów, można niemal odnieść wrażenie, że już jest alkoholiczką - by wypić dopuszcza się nawet kradzieży. W tym widać też kolejną diametralną sprzeczność z serialem. Tam Yumi zawsze była osobą silną psychicznie, tu wręcz przeciwnie, sprawia wrażenie wyjątkowo słabej. Można to tłumaczyć tym, że owa siła była tylko maską, ale podobnie jak w kwestii Aelity, mnie to nie przekonuje.

                 Moment wystąpienia tej patologii był tym, w którym prawdopodobnie rzuciłbym to opowiadanie zirytowany - o ile nie odstraszyłaby mnie wcześniej udziwniona składnia - eksploatowanie patologii prawie nigdy nie jest dobrym pomysłem, zwłaszcza przy pokazywaniu perspektywy traktującej ją jako oczywistość… bo chcąc nie chcąc, mamy tu jej pewne oswajanie. Jednakże…

                 Jest to być może jeden z tych rzadkich przypadków, gdy taki zabieg jest jednak uzasadniony. Ostatecznie bowiem opowiadanie to nie gloryfikuje postawy Williama ani nie jest wobec niej neutralne, a wręcz przeciwnie - choć nadal pozostaje szkodliwa (nawet jeśli bliska prawdy) teza, że wszystkie nastolatki piją. W dużej mierze pokazuje to, jaką głupotą jest tak młode sięganie po alkohol, a zwłaszcza traktowanie go jako ucieczki od problemów. Stawia tym samym ze wszech miar słuszną diagnozę, że takie "rozwiązanie" tylko pogarsza sprawę i stanowi swego rodzaju ostrzeżenie. Pozwala też zarysować parę innych pozytywnych wątków, ostatecznie więc nie poczytam tego wątku ani za wadę, ani za zaletę. Myślę, że to każdy powinien sam ocenić we własnym sumieniu… bo jeśli by już brać się za czytanie jakichś opowiadań eksponujących patologię, to właśnie takich.

                 Wspominałem też o tych pozytywnych wątkach. Jednym z nich jest ukazanie wielkiej matczynej miłości - choć pokazane jest to tylko przez moment, widzimy, że mimo tych wszystkich błędów, mimo tego, że jak myśli, kompletnie ją zawiodła i nie zasługuje już na jej miłość, mama wciąż mocno kocha Yumi i martwi się o nią. Drugi to pewna pozytywna niespodzianka związana z Aelitą… ale nie zdradzę, o co dokładnie chodzi. Powiem tylko tyle, że to jest ta jedna kwestia, w której Azize faktycznie dobrze uchwyciła "rdzeń" postaci. 

                 Ostatecznie jednak jest to całkiem niezłe opowiadanie, mimo stylistycznych mankamentów i pewnej kontrowersyjności. Na pewno nie polecałbym go absolutnie każdemu, ale osoby lubiące styl Azize czy też ogólnie bardziej psychologiczne podejście oraz główne postacie - Yumi, Ulricha i Williama - zapewne uznają je za warte poświęcenia paru chwil.

 

 

Pierwsze wrażenie: przeciętne (2/5)

Fabuła: dobra (6/10)

Akcja:  dobra (6/10)

Zapis:  przeciętny (4/10)

Dialogi: dobre (6/10)

Oryginalność: świetna (5/5)

Ogólne wrażenie: dobre (3/5)

 

dodatkowe:

dodatnie:

pogłębiony rys psychologiczny +1

wątek matczynej miłości +1

pewna pozytywna niespodzianka związana z Aelitą +1

ujemne:

źle oddane postacie -2

koszmarna składnia -1

link do opowiadania |recenzja w wersji video