Spotkanie w Venden
Dodane przez Lyokoheros dnia Listopad 24 2019 16:30:47

       Yumi, piętnastoletnia elfka, z kocią gracją przemykała po ciemku między kolejnymi drzewami. Jeśli słowa tamtego kupca były prawdą, to musi jak najszybciej dostać się do Venden. Choć w przeciwnym razie nie wiedziałaby, skąd się wzięła tamta zgraja nieumarłych w lesie... 

       Nie było czasu do stracenia, jeśli Xana dostałby Antheę i jej córkę, to byłby koniec.

 

*

 

       Do miasteczka dotarła bladym świtem, ale na głównym placu już panowało spore zamieszanie. Bezszelestnie wdrapała się na najbliższy dach i przeskakując po kolejnych, dotarła do centrum miasteczka. Wraz ze strażą miejską i częścią mieszkańców zebrała się tam duża grupa ożywionych szkieletów, dzierżących spore, zakrzywione miecze. To byli zwiadowcy... tacy sami jak ci, których grupę ścigała wcześniej w lesie. Ale były tam i inne stwory. 

       Paskudne pełzacze z ich plującymi żrącym kwasem paszczami, ciągnące na długich kończynach swe obleśne, rozkładające się cielsko, zakończone ogonem, wytwarzającym śluz pozwalający im przylgnąć do każdej powierzchni. Aż nie chciało się wierzyć, że Xana tworzył te bestie z ciał humanoidów, przypominały bardziej robaki. Dostrzegła też parę stalowych czerwonych dysków na metalicznych odnóżach - kraby.

       Co znaczy, że Xana wysłał naprawdę ciężką artylerię, więc sprawa musiała być poważna. 

 - Jak więc powiedzieli szlachetni wysłannicy naszego miłościwie nam panującego Xany... - ciągnął burmistrz Jean-Pierre.

       Yumi nie mogła pojąć, jak ktokolwiek mógł wierzyć w takie bzdury, a co dopiero je wygłaszać. I to mając przed oczami te „cudowne i niosące wolność” oddziały Xany.

 - ...do naszego zacnego miasteczka cały tydzień temu przybyli zdrajcy! Ten, kto ich ukrywa, wystąpił przeciwko porządkowi publicznemu i popełnił straszliwą zbrodnię przeciw rasom Lyoko, jeśli jednak wyda ich Xanie, jego winy zostaną mu darowane. W przeciwnym razie Komitet Centralny wymierzy mu zasłużoną srogą karę! Każdy zaś, kto pomoże w ujęciu tych przestępców, burzących spokój naszej wspaniałej i zawsze tak zgodnej społeczności, zostanie sowicie nagrodzony!

       Elfka już dalej go nie słuchała. Przyglądała się za to pewnemu mężczyźnie z tłumu, który już w trakcie przemowy zaczął się dyskretnie wycofywać. Pozostając w ukryciu, podążyła za nim aż do miejskiej biblioteki, w której niepostrzeżenie zniknął. Była niemal pewna, że wie, co to znaczy, i zaczęła uważnie obserwować tylne wyjście, zdejmując z pleców łuk, na wypadek, gdyby zdarzenia miały przyjąć niepomyślny obrót.

       I miała rację. Po chwili tylnymi drzwiami wyszedł jakiś chłopak, na oko o rok od niej młodszy. Prowadził zakapturzoną kobietę i dziewczynkę. Ale i tak dostrzegła kilka kosmyków różowych włosów, które próbowały ukryć. Pewnie większość ludzi nie dostrzegłaby tego szczegółu, ale jak się zaraz okazało, nie miało to znaczenia. W uliczce natknął się na przystojnego szatyna, mającego pewnie tyle samo lat co on... i zbroję kadeta miejskiej straży. 

 - Jeremie, oddaj mi te kobiety! - było słychać, że próbuje brzmieć ostro i zdecydowanie, ale nie bardzo mu to wychodzi. Choć partyzana, którą przy tym dzierżył, dodawała mu siły przekonywania. 

 - Zrozum, Ulrich, nie mogę... przecież wiesz, jaki los je czeka, jak wpadną w łapy Xany... błagam, musisz nas puścić!

 - Nie mogę! Wiesz, że nie mogę! Choćbym nie wiem jak chciał...

       Yumi wykorzystała ten moment, by spuścić się z dachu na ziemię i bez najmniejszego szmeru podejść do tego kadeta, który najwyraźniej nazywał się Ulrich. Nim którykolwiek z nich ją zauważył, nałożyła strzałę na cięciwę i napięła, celując prosto w jego kark. Grot niemal dotykał jego szyi.

 - Radzę ci zrobić to, co mówi... - wycedziła chłodno. 

       Blefowała. Nie potrafiłaby strzelić do człowieka. A już na pewno nie w ten sposób. Niszczenie potworów Xany czy jego nieumarłych hord i uwalnianie uwięzionych w nich dusz, to coś zupełnie innego. Nawet jeśli był w straży i służył najpotworniejszemu z demonów, jakie znał świat.

       Przez kilka ciągnących się niemiłosiernie sekund nikt nie wykonał żadnego ruchu. 

       Dopiero głosy jego znajomych kadetów, dobiegające zza zakrętu, wyrwały wszystkich z tego dziwnego transu. 

 - Przyszpil mnie - wymamrotał, zaciskając dłonie na drzewcach swojej broni. 

 - Co? - to zbiło Yumi z tropu, opuściła łuk i cofnęła się kawałek. Pozostali wydawali się równie zaskoczeni. 

 - Zrób to! Tamci dwaj to ofermy, uciekniecie im! - z tymi słowami skierował partyzanę w stronę Jeremiego i krzyknął: - Wydaj te zdrajczynie albo cię zabiję! 

       W tym momencie strzała świsnęła mu za uchem, trafiając w jego rękaw i przyszpilając go do ściany pobliskiej chaty.

       Dokładnie w momencie, gdy dwaj inni kadeci wyszli zza zakrętu. 

 - Herve, Nicolas! Łapcie ich!

       Nim jednak zdążyli się poderwać do biegu, strzała trafiła pierwszego z nich w kolano, przez co momentalnie się przewrócił, wyjąc z bólu. Drugi ruszył na nią z okrzykiem wściekłości, ale bez problemu unieruchomiła go tak jak Ulricha. 

 - Szybko, Wasze Wysokości, za mną! - rzuciła i pognała w stronę bramy.

       Widziała, jak rozstawieni byli strażnicy, więc z łatwością wyprowadziła ich z miasteczka. Jednak gdy dotarli do lasu, nie ustawali, tylko biegli dalej i dalej. Zatrzymali się dopiero po godzinie, gdy Yumi była już pewna, że zmylili pogoń. 

 - Kim... kim ty jesteś? - spytał zdziwiony i zdyszany Jeremie. - I dlaczego...

 - Jestem Yumi. I tak jak ty wierna poddana Jej Wysokości królowej Anthei. 

       Na te słowa skłoniła się nisko przed jego towarzyszkami, a obie elfki zdjęły kaptury. 

 - Nie musisz mi się kłaniać... tronu już nie ma... aaa... - jęknęła, chwytając się za brzuch. 

 - Mamo! - Przerażona Aelita natychmiast do niej przypadła. 

 - Nie martw się, skarbie... rana znów się odzywa... ale nic...

 - Przecież moja mama ją dokładnie opatrzyła, powinnaś już zdrowieć - zaczął panikować Jeremie.

 - Musiała się otworzyć podczas ucieczki - skwitowała krótko Yumi, wstając i dokładniej przyglądając się królowej. - Na wschód stąd jest obóz ruchu oporu. Zaprowadzę was tam.


1. Partyzana - broń drzewcowa o obosiecznym grocie, mającym u nasady dwa rozgałęzienia o kształcie skrzydeł lub półksiężyca.


Autor: Lyokoheros

Korekta: Midday Shine

Temat: 4. Spotkanie