Podsumowanie tygodnia literackiego
Dodane przez Lyokoheros dnia Lipiec 21 2020 08:59:55

No i tydzień literacki minął. Niestety, ale program znów odmawiał mi posłuszeństwa, więc choć w podsumowaniu niewiele tego montowania było to i tak długo to zajęło. W każdym razie tu filmik z małym podsumowaniem: 

Wszystkim uczestnikom jeszcze raz dziękuję za udział i zachęcam pozostałych, by przy kolejnej okazji również dołączyli. Z kolei tu możecie wypełnić małą ankietę na temat tygodnia literackiego. 

Ze względu na problemy z koretką same opowiadania pojawią się na stronie najprawdopodobniej w sierpniu. 

Natomiast w rozwinięciu czekają na was ich recenzje oraz kolejne wyzwania i cytat tygodnia.

Ostatnio uzupełniłem też serię historii KLPX o kolejny filmik: 


Rozszerzona zawartość newsa

No i tydzień literacki minął. Niestety, ale program znów odmawiał mi posłuszeństwa, więc choć w podsumowaniu niewiele tego montowania było to i tak długo to zajęło. W każdym razie tu filmik z małym podsumowaniem: 

Wszystkim uczestnikom jeszcze raz dziękuję za udział i zachęcam pozostałych, by przy kolejnej okazji również dołączyli. Z kolei tu możecie wypełnić małą ankietę na temat tygodnia literackiego. 

Ze względu na problemy z koretką same opowiadania pojawią się na stronie najprawdopodobniej w sierpniu. 

 

Ostatnio uzupełniłem też serię historii KLPX o kolejny filmik: 

 

 

A oto recenzje opowiadań z tygodnia literackiego (nie ma tu jednak recenzji dwóch moich: "Nie-tak-ostatniej Rundy" i "Drogi do ruchu oporu")

 

Dzień I - nowa przygoda
(juror: Lyokoheros)

"Sonet do Senority" - Azize - moją pierwszą myślą było, że to opowiadanie bardziej nadawałoby się na drugi dzień - dzień Ulricha. Szczególnie, że podejście do tematu dnia było co najmniej dość luźne i raczej rozeszło się z tym co miałem na myśli formułując go. 

Nie zmienia to jednak faktu, że opowiadanie jest dobre i całkiem przyjemnie się je czyta. Są co prawda różne drobne potknięcia stylistyczne czy składniowe (jednym z najbardziej zauważalnych jest to zdanie: 
"Na samą myśl ujawnienia ich w światło dzienne sprawia na jego ciele falę dreszczy."
Gdzie generalnie formy są kompletnie pomieszane, jakby autorka parę razy zmieniała koncepcję zdania, ale nie dostosowała do niej całości (tak przynajmniej bym to interpretował, bo mnie samemu się zdarza na tym łapać) - poprawną formą byłoby np "Na samą myśl ich ujawnieniprzez jego ciało przechodzi fala dreszczy". Oczywiście takich możliwości jest znacznie więcej). Nie jest to też typowe opowiadanie Azize - jak wszyscy pewnie wiedzą Ulrich nie jest jej ulubioną postacią, poza tym nie ma tu tej zagadkowości i tylu niejasności, które często towarzyszą jej dziełom. Czy to źle? Niekoniecznie, powiedziałbym, że to w pewnym sensie nadaje temu opowiadaniu wyjątkowości wśród jej dzieł, szczególnie, że jest akurat o Ulrichu. Fajnie, że poruszony został temat przełamania tego pata "bycia tylko przyjaciółmi" i w mojej opinii wykonanie tego było bardzo dobre, genialny ruch z tym wolontariatem Yumi. Postacie też generalnie całkiem dobrze oddane, co jest kolejnym plusem. Są pewne drobne odstępstwa, czy rzeczy których nie było, ale w tym rzecz - są one drobne i nierzadko wręcz samowyjaśniające się. 

Oczywiście autorka pokazała też swoją duszę humanistki, zgrabnie wplatając w to treść tworzonego przez Ulricha Sonetu, który był w zasadzie głównym motywem, spajającym całość, a przy tym aż 6 nawiązań w liczącym nieco ponad 1000 słów tekście. 
Ocena: 7/10

objaśnienia nawiązań: 
1. Tytuł "Sonet do Senority" - nawiązanie do cyklu miłosnych wierszy Francesca Petrarki pt. "Sonety do Laury".
2. Słówko "Senorita" - nawiązanie do piosenki Shawna Mendesa i Camilli Cabello o takim tytule.
3.. Część sonetu "Na zawsze i na wieczność..." - nawiązanie do piosenki "Na zawsze i na wieczość" zespołu Wilki.
4. Część sonetu "Jesteś dla mnie prawdziwym powietrzem" - nawiązanie do piosenki "Prawdziwe Powietrze" zespołu Loka.
5. Słowa "Quo Vadis" - nawiązanie do powieści Henryka Sienkiewicza "Quo Vadis".
6. Słowa "Carte Blanche" - nawiązanie do filmu o takim tytule w reżyserii Jacka Lusińskiego z 2015 roku.

 

"List w celi" - Jasiu Lyoko - tu dla odmiany mamy opowiadanie de facto multiwersowe, niektórzy co prawda mogli tego nie zauważyć, ale mamy tu bardzo mocne odniesienie do Kapitana Pazura, co ja jako fan tej starej platformówki zauważyłem już od pierwszych linijek (a właściwie to domyśliłem się już po tytule i tagach). Dobrym motywem - i bardzo pasującym do Jeremiego - jest moim zdaniem to, że podczas swojego pobytu w więzieniu się edukował… może i niesłusznie, ale widzę tu pewną inspirację Hrabią Monte Christo… choć w takim razie zapytuje się gdzie był jego ksiądz Abbe Faria? Dodanie jakiejś odpowiadającej mu postaci bardzo dobrze zrobiłaby opowiadaniu(no bo bez niej trochę jest zastanawiające jak się edukował - Abbe Faria uczył Edmonda Dantesa, ale Jeremie? Skąd on czerpał wiedzę i nauki?). Może Odd mógłby odegrać tą rolę? Z jednej strony byłoby to mocno ironiczne, z drugiej z charakteru pasowałby na momentami nieco zwariowanego księżulka. No, ale tego nie mieliśmy, mieliśmy za to drobny Polski akcent, czyli żupan u naszego Kapitana Jeremiasza Pazura (właśnie… jak już był polski akcent w postaci żupanu, to moim zdaniem właśnie pasowałaby taka zmiana) no i motyw że to do niewoli zaborcy się dostał. 

Oraz oczywiście tajemniczy list, tu akurat z autorstwem, którego łatwo się domyślić… oraz motyw uwięzienia w klejnocie jako swoista analogia do uwięzienia w Superkomputerze… nieźle pomyślane. No i sama pieczęć w kształcie oka Xany nieźle tu pasuje(choć znowy pojawia się pytanie - jak autor ten list zapieczętował)… zastanawia mnie też ta tajmniecza fala… gdyby historia potoczyła się dalej to pewnie możnaby to ciekawie wykorzystać… No, ale niestety kończy się na przeczytaniu listu, co w połączeniu z faktem, że zaczyna się właściwie na jego odnalezieniu sprawie straszny niedosyt. Opowiadanie jest rozczarowująco krótkie. Autentycznie gdy dotarłem do końca miałem wrażenie, że… akcja właśnie zaczyna się rozkręcać. A szkoda, bo można tu było poszerzyć historię czy to o kwestię tego jak Jeremie dostał się do niewoli (bitwa morska jak w materiale źródłowym? A może np jakieś nieudane powstanie? - w końcu była mowa o zaborcy) lub też samej ucieczce z więzienia. Wiem, że czas gonił, ale jednak nie uśmierza to uczucia niedosytu. 

Z zapisem też miejscami było słabo, zwłaszcza w jednym miejscu pod koniec listu rzuca się to w oczy:
"Mapa jest niekompletna musisz, więc odnaleźć"
Ocena: 6/10


 

 

Dzień II – dzień Ulricha
(jurorka: Midday Shine)

"Bunt kadeta" - Lyokoheros - kolejna część lyokowego uniwersum w stylu fantasy. Nie pamiętam, czy ma oficjalną nazwę, więc roboczo będę je określać jako Elfoverse*. Tym razem w roli głównej występuje Ulrich. No dobra, to akurat żadne zaskoczenie, bo takie było wymaganie tamtego dnia.

W każdym razie: opowiadanie zgrabnie łączy się z jedną ze wcześniejszych historii z Elfoverse; tą, w której Jeremie i Yumi pomagają Anthei i Aelicie w ucieczce przed ludźmi Xany. Podoba mi się to moralne rozdarcie Ulricha – z jednej strony wie, że powinien być lojalny wobec ojca, ale z drugiej czuje, że rzeczywistość, w której przyszło mu żyć, jest nie taka, jak powinna.

Nie wiem, skąd się wziął pomysł, żeby z Herve'a i Nicolasa zrobić przyjaciół kolegów Ulricha, ale wyszło ciekawie. Aprobuję. To samo tyczy się również jego stosunkowo dobrej (a przynajmniej nie antagonistycznej) relacji z Williamem.

No i...

"– Nieco magicznej broni od pewnej zaufanej szmuglerki kumpla z ruchu oporu – odparł [William], nonszalancko podrzucając małą, kryształową kulkę."

Czyżby to Samantha i Odd? ^^

No i ten jagun na końcu... który to już raz wplatasz tę rasę w jedno ze swoich uniwersów?** Ale tak serio, to koncept, żeby używano ich w ruchu oporu, również liczę na plus. ^^

Styl jest dobry – może najwyżej w paru miejscach zmieniłabym jakieś słowo lub przeformułowała kawałek zdania – za to interpunkcja nadal kuleje. Niektóre zdania są tak długie, że aż się proszą o wymianę przecinków na kropki.

Ogólnie rzecz biorąc, daję 8/10.


*Zasadniczo nie ma "nazwy uniwersum", sama seria nazywa się jednak "Aelita - księżniczka Lyoko", albo po prostu "Kod Lyoko - historia fantasy".

**Jaguny pojawiają się także w Lyokoverse, świecie z opowiadania "Kod Equestria", choć w tym opowiadaniu żaden się nie pojawił. 

 


 

Dzień III - Gwiazdy drugiego planu
(juror: Lyokoheros)

"Poker z oprawcą" - Azize - tu mamy opowiadanie znacznie bardziej typowe dla autorki. Na początku czytelnik może być nieco zagubiony co do tego co się właściwie dzieje i o kogo chodzi. Dało się tego może domyśleć, ale z początku była nutka niepewności (miałem lekką obawę, że naukowcem o którym mowa może być Waldo, co na szczęście się nie ziściło). Na początku nieco zirytowały te blond włosy u Anthei… choć właściwie tak szybko jak się pojawiło pojawiło się też zgrabne wybrnięcie z tego - została zmuszona do przefarbowania na ten kolor (choć stwierdzenie pod koniec o "przefarbowaniu na swój naturalny róż" zabrzmiało mi ciut dziwnie). Dość dziwnym pomysłem był też sam główny motyw - poker, który miał rozstrzygnąć o jej losach i w którego co dziwne nauczył ją grać jej mąż… jakoś Waldo nie kojarzy mi się z pokerzystą, ale cóż… 

Nie jestem też pewien co do aż takiego wyróżnienia opisu postaci w kompozycji opowiadania… choć zbudowane to było tak, że jakiś sens oczywiście miało. Niesmak budzi fakt, że Anthea posuwa się do takich sztuczek jak upijanie przeciwnika. No niby fajnie, że ona sama nie pije, gorzej, że wygląda to z jej strony na czystą pragmatykę i część podstępu. Ale i tak mocno żal mi jej, że musiała wdychać ten smród aż pięciu papierosów, wypalonych przez Tyrona. 

Co najmniej tak dziwne jak sama kwestia pokera jest to, że na koniec Tyron zabija się strzałem z pistoletu na skutek przegranej. 

Ani tego typu rozwiązanie nie pasuje mi do Anthei (nawet po ciężkich przejściach jakie musiała mieć z Tyronem po prostu nie wyobrażam sobie jej jako osoby zimnej i wyrachowanej, a właśnie taki obraz rysuje nam to opowiadanie), ani też nie rozumiem czemu Tyron w ogóle zgodził się na taki układ. I go dotrzymał. Wszystko w opowiadaniu wskazywało na to, że zasadniczo sytuacja była raczej taka, że była na jego łasce, że nad nią w pełni dominował. W jaki sposób to zmieniła, a gdy już to zmieniła i była na tyle niezależna by mogli spotkać się na równych warunkach czemu po prostu nie uciekła od razu by szukać Aelity? (tu oczywiście sama główna motywacja działań Anthei na plus)

Jakoś mi się to wszystko nie klei… 

Było też parę językowych potknięć (np tu "otwiera butelkę z ulubionego alkoholu", tego "z" zdecydowanie nie powinno być) no i niezbyt dobrze zrobiło opowiadaniu to, że tak "przeskakiwało między scenami", choć zdaję sobie sprawę, że po części wymusił to niezbyt wielki limit słów. 
Ocena: 6/10

 

 

Dzień IV – Rodzina
(jurorka: Midday Shine)

 Kwantowe tajemnice - Lyokoheros - tak się zastanawiam, do którego uniwersum przypisać tę opowieść... może do "Powrotu Xany"? Albo "Naszej małej Sunset"*? Jak by nie było, zostałam zauroczona tymi technicznymi wyjaśnieniami Walda, mimo że w niektórych momentach troszeczkę się gubiłam. Ale to kwestia mojego dość niskiego (lub w najlepszym razie przeciętnego) poziomu zaawansowania w fizyce.

Waldo diametralnie zmieniający zachowanie na widok Anthei jest zarazem zabawny i rozczulający. I okazuje się, że piosenka ma rację; do zakochania naprawdę jest jeden krok. :smile: Nie rozumiem tylko, dlaczego Anthea nosi nazwisko Pasteur, a nie Hopper.

Tym razem jednak styl jest niestety słabszy – jakby bardziej suchy i/lub sztywny. A szkoda, bo ogólny koncept przypadł mi do gustu. Nad przecinkami i długaśnymi zdaniami nie będę się rozwodzić.

Biorąc to wszystko pod uwagę, daję 6/10.

 

"Pomoc w poprawie" - Jasiu Lyoko - Pomysł prosty, SoL-owy**, ale to nie problem. W rozmaitych pisaniach na setkę w fandomie kucowym też tak robiłam i pewnie zrobię jeszcze nie raz.

Problemem jest natomiast długość opowiadania – albo raczej jego krótkość. Dobrze pamiętam, że było to robione praktycznie na ostatnią chwilę? Bo nic innego nie tłumaczy wykorzystania zaledwie ok. 1/8 limitu.

Zauważyłam też pewną nielogiczność. Hiroki "pisze" do Yumi alfabetem (nie językiem!) Morse'a, bo boi się reakcji matki na wieść, że dostał jedynkę... tyle że potem dowiadujemy się, że pani Ishiyamy nie będzie w domu jeszcze przez godzinę z hakiem. To po co się młody tak tajniaczy?

Styl, niestety, również ucierpiał przez nadmierny pośpiech. W gruncie rzeczy mamy tu do czynienia z krótkim, suchym wyliczeniem kolejnych zdarzeń. Aż się prosi, żeby coś dodać – czy to do narracji, czy do wypowiedzi postaci. Zresztą w ogóle wypowiedzi mogłoby być więcej.

Natomiast sama wizja Yumi pomagającej bratu w nauce jest przeurocza. Poproszę wincyj takich słodkości. :3 

Mimo wszystko jednak wyżej wymienione usterki ciągną ocenę mocno w dół – aż do 3/10.

 


*Opowiadanie jest z uniwersum NMS, czyli "Naszej Małej Sunset" - do zawartych w nim wydarzeń wprost odnosi się Dominique Belpois w 9 rozdziale. 

**SOL - skrót od "slice of life" czyli "okruchy życia"(w wolnym tłumaczeniu), innymi słowy oznaczające utwór obyczajowy

 


 

Dzień V - multiwersa
(Juror: Lyokoheros)

"Zakochany Ślizgon" - Azize - kolejna praca od Azize, a także kolejne już w tym fandomie multiwersum łączące Kod Lyoko z Harrym Potterem. I robiące to naprawde bardzo zgrabnie! Choć w tej kwestii mam jedno zastrzeżenie. W pierwszej scenie, gdy pojawia się profesor McGonagal, najpierw w postaci kota, a potem ponownie przybierając swoją postać, nie zorientowałbym się, że właśnie to się dzieje, gdybym ze znajomości Pottera nie wiedział, że jest ona animagiem. Przemiana z kota w kobietę powinna być moim zdaniem jaśniej ukazana w tekście. No i ta wypowiedź Snape’a jest moim zdaniem dość dziwnie skonstruowana:
"Pamiętajmy, że jest od niedawna, a wielu innych uczniów w dłuższym czasie narobiło wiele szkód"
Nie chodzi nawet o brakujące "tu", ale sam sposób argumentacji(jakby to, że inni narobili szkód w rozciągniętym czasie było czymś gorszym niż narobienie ich w krótkim czasie...).

Problemem jest też to, że miejsamia autorka miesza czasy tak jak np tu:
"przywitała go ciepło Ginny. Chłopak od razu chowa list oraz resztę rzeczy i wstaje z uśmiechem, widząc dziewczynę."
Dodatkowo moim zdaniem bardzo złą i dezorientującą praktyką jest rozdzielanie na akapity wypowiedzi dialogowych tej samej osoby (gdy nie ma między nimi akapitu narracji) - a tu był niestety taki przypadek, ponadto mocno sztuczny w moim odczuciu. 

Dziwi również to pytanie "Każdy mężczyzna tak wita dziewczynę na ziemi?" zupełnie jakby czarodzieje żyli na innej planecie i Hogwart nie znajdował się na Ziemi (poza tym gdy chodzi o nazwę planety - a w tak skonstruowanym zdaniu inne znaczenie nie bardzo miałoby sens - to potrzebna duża litera) - co jak przecież wiemy nie jest prawdą. Czemu nie było mowy po prostu o świecie mugoli?(to jest - nie czarodziejów przypomnienie dla nieznających Harrego Pottera)

No i nie jestem pewien w której to miało być klasie, ale z tego co zrozumiałem William jest tu rówieśnikiem Harrego, czyli jest w 4 klasie… w której Harry chyba nadal był szukającym Gryffindoru, zamiast Ginny.

Generalnie jednak czytało się to bardzo przyjemnie wszystkie elementy pasowały do siebie, nic nie zdawało się być na nie swoim miejscu. Postacie też bardzo dobrze oddane - na tyle na ile je pamiętam - na duży plus też pewne pogłębienie psychologicznego portretu Williama. No i ciekawy motyw z tą jego nową miłością… czyżby ciut inspirowany Romeo i Julią? Mocno też rozbawił mnie fragment o pożyczeniu butów Malfoyowi. No i zastanawia mnie jakie prezenty sobie dali William i Ginny. 

Krótko mówiąc - oby więcej takich opowiadań! 
ocena: 9/10

Dzień V - kontynuacje
(Juror: Lyokoheros)

"Angielska kołysanka" - Azize - i kolejne opowiadanie od Azize… trochę szkoda, że niemal same jej opowiadania przyszło mi recenzować, no ale były dobre, więc nie ma co aż tak narzekać. To również, choć nie rozumiem tytułu. To znaczy czemu "angielska"? Wydaje mi się to nijak mieć do treści, ale może to po prostu jakieś nawiązanie, którego nie wyłapuję…

Co do samego opowiadania mam nieco mieszane uczucia - z jednej strony cieszy, że Yumi po wydarzeniach z "Fake Love" zaczęła wychodzić na prostą oraz wsparcie, którego udziela jej William, mimo iż kocha innego (i mam wrażenie, że choć tego nie wie, to nie zmieniłoby to jego postawy - trochę przypomina mi to jego postawę wobec owdowiałej Yumi z "Posłańców z Przyszłości"... ale to nie czas na kryptoreklamę), również informacje o tym jak potoczyło się życie Ulricha napawają optymizmem… z drugiej strony to, że Yumi wciąż boryka się z tymi psychicznymi problemami, śmierć jej matki i porzucenie przez resztę rodziny jest po prostu… smutne. Nawet powrót do ojczyzny jest w pewien sposób smutny. Postawa Yumi wobec Williama - nie chce z nim dalej mieszkać by go nie krzywdzić - choć szlachetna również wpisuje się w ten smutny nastrój. 

Nie jestem fanem smutnego nastroju, jak pewnie wiecie (ba, nie sądzę też, bym specjalnie umiał go dobrze tworzyć, zdecydowanie nie jest to moją specjalnością) tu jednak zostało to zrobione naprawdę świetnie i w prawdziwie poruszający sposób. 

Błędów językowych specjalnie nie zauważyłem - nie wiem czy dlatego, że ich nie było, czy też byłem zbyt pochłonięty treścią, by zwróci na nie uwagę. Ale i jedno i drugie jest przecież na plus. 
Ocena: 10/10

 

I na koniec dwa drobne ogłoszenia, które w sumie powinny być już wcześniej, czyli:

Najbliższe wyzwania tygodnia ważne do 28 lipca:

- odcinek 9 "Satelita"

- główni bohaterowie

- programy

 

A w cytatach tygodnia będziemy mieć tym razem Herve’a

"My ci wierzymy, Sissi. Nawet jeśli to zupełnie niemożliwe."