Kod Lyoko Powrót Xany - przygoda dopiero się zaczyna!
Nawigacja
Strona Główna
Minikonstytucja KLPX, czyli regulamin strony
Projekty KLPX
Kod Lyoko - Odrodzenie!
Kod Lyoko Powrót Xany - Księga I: Reaktywacja
Kod Lyoko Powrót Xany - Księga II: Zemsta
Intro
Lyokopedia - artykuły
Forum
Archiwum cytatów
Linki
Download
Galeria
Kontakt
Szukaj
Najczęściej Zadawane Pytania
Działalność KLPX
Kod Lyoko - Odrodzenie
Kod Lyoko Powrót Xany - Księga I: Reaktywacja
Kod Lyoko Powrót Xany - Księga II: Zemsta
Kod Lyoko Powrót Xany - zaginione opowieści
Odcinki online
Lyokopedia
Kalendarz Fandomowy
Lyokoinkubator - wspieranie działalności fanowskiej
KLPX TV
Powrót Do Przeszłości
Klub LyokoWeterana
Zlot dla Poznania
Ocenialnia blogów i opowiadań
Opowiadania i tłumaczenia
Operacja Republikacja
Kod Lyoko Powrót Feniksa - tłumaczenie
Kod Lyoko Armia Nicości - tłumaczenie
Opowiadanie "Kod Equestria"
Opowiadanie "Nasza Mała Sunset"
Gra wyobraźni w systemie Lyoko
Konto na chomikuj
Wiadomości Kadic
Stare forum Powrotu Xany
Historia
Konkurs comiesięczny
Regulamin ogólny
Lista trwających konkursów
Lista zwycięzców
Obecny konkurs(styczeń)
Obecny konkurs(luty)
Obecny konkurs(marzec)
Obecny konkurs(kwiecień)
Obecny konkurs(czerwiec)
Obecny konkurs(lipiec-sierpień)
Obecny konkurs(październik)
Obecny konkurs(listopad)
Obecny konkurs(grudzień)
Obecny konkurs(styczeń)
Obecny konkurs(luty)
Obecny konkurs(marzec)
Obecny konkurs(kwiecień)
Obecny konkurs(czerwiec)
Obecny konkurs(lipiec)
Obecny konkurs(sierpień)
Obecny konkurs(wrzesień)
Obecny konkurs(październik)
Obecny konkurs(listopad)
Obecny konkurs(grudzień)
Obecny konkurs(styczeń)
Obecny konkurs(luty-marzec)
Obecny konkurs(kwiecień-czerwiec)
Obecny konkurs(lipiec-sierpień)
Archiwum konkursów
System punktowy
Zasady
Członkowie i wyniki stronnictw
Poradnik zdobywania punktów
Wyzwania tygodnia
Najlepsze stronnictwo marca:
Jeremie
(1226 punktów)

Najlepszy użytkownik miesiąca:
Jasiu Lyoko
(15 punktów w miesiącu)
Członek stronnictw:
Jeremie
Online
Gości Online: 2
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 149
Najnowszy Użytkownik: WingedWhite
Najnowsze rozdziały
Armia Nicości - rozdział 14: "Podstęp Jeremiego"
Nasza Mała Sunset - rozdział 10: "Oczekiwanie"
Współpraca
Test
Bibliotekarz
Bibliotekarz
Powrót Xany - Zaginione Opowieści: "Ostatni dzień razem"
Tajemnicza Skrzynia
Narodziny
Prezent
Tylko test
Trochę za dużo baśni
Kod Equestria - rozdział 21: "Spotkanie Po Latach"
Powrót Xany - Zaginione Opowieści: "W Niewoli Królowej"
Powrót Xany księga II - rozdział 11: "Lung"
Na Forum
Najnowsze Tematy
Dziennik zmian i ost...
Wyzwania tygodnia
Scyfozoa
Aelita
Ashes Odrodzeni z Lyoko
Najciekawsze Tematy
Zgadnij kto to [307]
Niekończąca się h... [273]
Dziennik zmian i ... [176]
X czy Y [143]
Wyzwania tygodnia [115]
Ostatnie Artykuły
24.XII - "Muzyczne Z...
23.XII - "Czas odpow...
22.XII - "Niezłomna"
21.XII - "Za żelazną...
20.XII - "O jedną ka...
Prawa i dokumenty
Minikonstytucja KLPX, czyli regulamin strony
Manifest działalności KLPX
Skrócony regulamin strony
Regulamin bitwy opowiadań
Regulamin konkursów comiesięcznych
System punktowy
Lista ostrzeżeń
Sprawy szczególnie warte uwagi
Petycja o kontynuowanie Kod Lyoko

Petycje o emisję Kod Lyoko:
Nie zapomnij podpisać się pod wszystkimi!
Przypominam też, że aby potwierdzić podpis należy kliknąć w link wysłany na wasz adres mailowy po wysłaniu podpisu pod petycją!

Formularze dotyczące działalności KLPX:
Kod Equestria - Rozdział 21: Spotkanie po latach (ciąg dalszy)

       Sunset była już w korytarzu, gdzie znajdowało się wejście do komnaty, w której przebywała Celestia. Teraz jednak wyszedł z niej inny alikorn.

 - Księżniczka Cadance? - zdziwiła się płomiennogrzywa. 

 - Witaj, Sunset - odparła tamta przyjaźnie. - Słyszałaś, że ciocia... znaczy księżniczka Celestia, już się obudziła? Bardzo chciała się z tobą zobaczyć, ale wciąż jest zbyt słaba, by wstać. Nawet moją magią nie mogłam jej pomóc.

 - T-tak, dlatego tu jestem... - odpowiedziała Sunset, ale w jej głosie słychać było niepewność. Nerwowo szurając kopytkiem, spytała: - J-jak... jak bardzo jest na mnie zła? Czy... czy myślisz, że kiedykolwiek mi wybaczy? - Do jej oczu naszły łzy. - Po tym wszystkim musiała mnie pewnie znienawidzić.

 - Celestia miałaby kogoś znienawidzić? I to w dodatku ciebie? Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?

 - No bo przecież... była dla mnie jak najwspanialsza matka, wiem, jakie wielkie nadzieje we mnie pokładała... a ja... - głos jej się łamał, gdy wraz ze wspomnieniami zalewały ją fale wstydu. - Ja to wszystko odrzuciłam... gorzej! Wciąż domagałam się niemożliwego, gardziłam jej naukami i nią samą! I choć wciąż była dla mnie taka wyrozumiała, ja potraktowałam ją jak najgorszego śmiecia i jeszcze chciałam zniszczyć! Cały czas starała się do mnie dotrzeć, pomóc mi się zmienić, a ja... ja potrafiłam tylko ją ranić... Jak po tym wszystkim mogłaby mnie nie znienawidzić? - jęknęła, zwieszając głowę. Nagle jednak poczuła, jak podnosi ją czyjeś kopyto.

 - Ale potem robiłaś wszystko, co mogłaś, by naprawić swoje błędy. W świecie ludzi stałaś się osobą, o jakiej marzyła Celestia, a gdy Equestria była w potrzebie, bez wahania ruszyłaś nam na pomoc. Dawałaś z siebie wszystko i walczyłaś o Celestię do końca swoich sił. To więcej niż dosyć, a Celestia nigdy nie chowała do ciebie urazy. Cały czas za tobą tęskniła i teraz właśnie na ciebie czeka...

       Cadance uśmiechnęła się do niej ciepło, a Sunset odwzajemniła uśmiech. W tym wszystkim było faktycznie nieco prawdy i... to zdecydowanie brzmiało na Celestię. Księżniczka miłości musiała się oczywiście oddalić, by pomóc reszcie rannych, ale mimo jej słów płomiennogrzywa wciąż pełna wątpliwości stała przed drzwiami.

       Nawet po odejściu Cadance wciąż nie mogła się zmusić, by wejść do Celestii. Chciała, by to było prawdą, chyba nigdy wcześniej niczego tak nie pragnęła na świecie... ale wciąż nie miała pewności, czy na to zasługuje. Celestia była dla niej jak matka, lepsza nawet niż ta biologiczna, a ona? Zawsze ją odrzucała.

 "Co ja jej powiem? Co, jeśli Cadance się myliła? Co, jeśli jednak Celestia mi nie przebaczyła? A nawet jeśli, to przecież po tym wszystkim, co jej zrobiłam... jak ja jej to wynagrodzę? Bardziej wyrodną córką niż ja to się chyba już nie da być. Czy to naprawdę można tak po prostu przebaczyć?" - pytała samą siebie w duchu, dreptając nerwowo pod drzwiami.

       Z tego natłoku myśli wyrwał ją głos jednej z jej ludzkich przyjaciółek i kopytko, delikatnie dotykające jej boku i zatrzymujące tym samym w pół kroku.

 - Sunset skarbie, co ci jest?

 - Rarity? Co ty tu robisz, nie byłaś w spa? - Podniosła wzrok i napotkała zaniepokojone szafirowe oczy.

 - O nie, nie, nie, nie. Spa możesz poczekać. Teraz ty nas potrzebujesz.

       I rzeczywiście - Rarity nie była sama. Stała tu z ich pozostałymi przyjaciółkami, z których każda na swój sposób okazywała, że martwi się o Sunset.

 - Chyba nie myślałaś, że zostawimy cię samą, co nie? - spytała Rainbow Dash, wzbijając się nieco w powietrze i krzyżując przednie kopyta z pewnym siebie uśmiechem.

 - Wiemy, jak się martwiłaś tym spotkaniem... - zaczęła niepewnie Fluttershy, wbijając wzrok w podłogę. Jej mina była najbardziej zmartwiona i pełna współczucia.

 - Ale Celestia na pewno wie, jak bardzo się zmieniłaś - dokończyła Applejack, podkreślając swoje słowa zamaszystym gestem.

 - Właśnie, a potem będziemy mogły zrobić przyjęcie z okazji waszego ponownego spotkania! - dodała ochoczo Pinkie, wyrzucając do góry kopytka wraz ze stosem konfetti.

       Jak to ona, zawsze gotowa zarazić cały świat swoją niepohamowaną radością. Sunset pomyślała, że przy niej naprawdę trudno się smucić, nawet w takich chwilach jak ta.

 - Dzięki, dziewczyny - powiedziała z rozpogodzoną miną, podchodząc do nich i przytulając je wszystkie. - Tak się cieszę, że was mam... Ale wciąż boję się, że nie dam rady.

 - Co? Po prostu wejdź do niej i z nią pogadaj! - Błękitna pegazica machnęła lekceważąco kopytem.

 - Wiesz, Rainbow, nie każdy jest tak... gruboskórny jak ty - odparła Rarity, patrząc na nią karcąco i przybierając na twarzy wyraz świętego oburzenia na taką nieczułość. 

 - A co to niby miało znaczyć? - wykrzyknęła tamta, niemal boksując powietrze kopytami. 

 - Dziewczyny, proszę, nie kłóćcie się - przerwała im ich equestriańska przyjaciółka, zwieszając nieco głowę. Nie rozumiała, dlaczego są takie nerwowe, ale nie chciała być przyczyną ich sprzeczki jak... jak kiedyś. Więc by załagodzić sytuację, dodała: - Zaraz do niej wejdę, tylko potrzebuję... jeszcze trochę czasu.

       Z drugiej strony korytarza odezwał się nowy głos:

 - Nie masz się czego bać, księżniczko Sunset. 

 - Starlight Glimmer, co ty tu robisz? - Uniosła na nią zdziwiony wzrok.

       Myślała, że Starlight będzie teraz zajęta w sekcji naukowej, zwłaszcza odkąd przybyli członkowie gildii magów, których trzeba było zaznajomić z wynikami dotychczasowych badań i całą sytuacją.

 - Słyszałam od Sunbursta, że byłaś kiedyś jej uczennicą. Opowiedział mi też o twojej ucieczce - wyjaśniła tamta, podchodząc do niej. 

 - Sunburst... och, byłam dla niego po prostu okropna - przypomniała sobie Sunset, krzywiąc się na to wspomnienie i odwracając głowę.

 - Ale on ci wybaczył. - Starlight uśmiechnęła się, ale zaraz potem wyraz jej twarzy się zmienił i można było z niego odczytać, że również nie przywołuje szczególnie miłych wspomnień.  - Widzisz, przyjaźniliśmy się z Sunburstem jako dzieci, a potem nasze drogi się rozeszły. On poszedł do szkoły magii, a ja...

       Zaczęła kręcić kopytkiem po posadzce, ale porozumiewawczy uśmiech płomiennogrzywej pokazał jej, że rozumie, o co jej chodzi. Sama doskonale wiedziała, jakie to uczucie. Może i nie znała wszystkich szczegółów historii Starlight, ale Twilight nieco jej opowiadała.

 - Cóż, rzecz w tym, że bałam się ponownie z nim spotkać - dokończyła, ciesząc się, że nie musi wchodzić w szczegóły swej niechlubnej przeszłości. - Obydwoje nie mogliśmy się zdobyć na szczerość... ale gdy już powiedzieliśmy sobie, co nam leżało na sercu, poczuliśmy się lepiej. Więc nie powinnaś się bać tego spotkania z Celestią, na pewno zrozumie. Mnie wybaczyła, że prawie zniszczyłam Equestrię. Chyba prawie to zrobiłam, już sama nie jestem pewna, bo to nie powinno być możliwe, ale... W każdym razie wejdź i po prostu szczerze z nią porozmawiaj. Przecież chyba może być tylko lepiej, prawda? - Położyła kopytko na jej grzbiecie i dodała: - Odwlekanie tego nic nie da. Uwierz mi, z doświadczenia wiem, że to wcale nie ułatwia sprawy.

 - Dzięki, Starlight - odparła Sunset, uśmiechając się z wdzięcznością, i podeszła do drzwi, po czym delikatnie je popchnęła, by wejść. Wzięła ostatni głęboki wdech i powiedziała: - No to idę.

       Pieczarę, w której się zaraz znalazła, urządzono dość skromnie, ale wygodnie. Dało się poznać, że Shining dopilnował, by Celestia miała najlepsze możliwe w tej sytuacji warunki. Pod jedną ze ścian stało wielkie łoże, dość duże dla w pełni dojrzałego alikorna. Obok niego stał stolik nocny z ulubionym ciastem bananowym księżniczki. Była też toaletka i niewielkie zagłębienie pełne wody, w którym Pani Dnia mogła się cała zanurzyć. Obecnie jednak leżała przykryta białą, miękką pościelą i wyglądała naprawdę słabo, ale już znacznie lepiej niż tuż po uwolnieniu. Jej grzywa wciąż nie odzyskała swoich dawnych właściwości, ale klacz nie była już taka poharatana, a w oczach miała teraz znacznie więcej życia. Podniosła głowę i niewyraźnym, acz pełnym tęsknoty głosem spytała: 

 - Sunset...?

       Płomiennogrzywa nerwowo przełknęła ślinę i niepewnym krokiem podeszła do niej. Teraz już nie było odwrotu, musi jakoś to zrobić. Musi ponownie spojrzeć w oczy swojej dawnej mentorce.

 - Księżniczko, ja... - zaczęła, gdy już stanęła przy niej, wciąż jednak unikając kontaktu wzrokowego. Na co dzień tak śmiała i pewna siebie klacz czuła się... winna. Nie czuła się godna nazywać jej uczennicą, nie zasługiwała nawet na to miano.

 - Przepraszam... Sunset... - powiedziała księżniczka słabym głosem, kopytem dotykając jej grzywy w matczynym geście.

       Mimo wszystkiego, co słyszała, mimo tego, że przecież dobrze znała Celestię, zaskoczyło ją to. Nie myślała, że można być zdolnym do czułości wobec... wobec kogoś, kto zrobił coś takiego jak ona. A już tym bardziej, by kogoś takiego przepraszać. Celestia była absolutnie ostatnią osobą, która miałaby ją za co przepraszać!

 - Ty przepraszasz mnie? Ale... ale za co? - W jej głosie było słychać kompletną dezorientację, czuła, że na to po prostu nie zasługuje. Zwiesiła ponuro głowę, przytłoczona poczuciem winy. Była tylko w stanie wyjąkać: - P-przecież... przecież to ja powinnam cię przeprosić! To wszystko wyłącznie moja wina... to ja cię odrzuciłam, cały czas cię odrzucałam, raniłam. Za twoją dobroć potrafiłam odpłacić tylko pogardą i pretensjami. Żądałam niemożliwego, a mimo to... wciąż miałaś do mnie cierpliwość, byłaś taka wyrozumiała, wciąż obdarzałaś bezgraniczną i bezwarunkową miłością, byłaś... byłaś lepsza niż najlepsza matka. Zawsze starałaś się widzieć we mnie dobro, nawet... nawet mimo wszystkiego, co mówiłam i robiłam. Gardziłam innymi uczniami, twoimi naukami i tobą, a w końcu nawet... nawet...

       Jej słowotok powstrzymało łagodne białe kopyto. Zaraz potem delikatnie uniosło jej pyszczek i ich oczy się spotkały. Celestia patrzyła... tak jak tylko ona patrzeć potrafi. Jej spojrzenie pełne było miłości, matczynej troski i wyrozumiałości, jednocześnie wyrażając radość i spełnioną tęsknotę i...

       Nie, to przecież nie mogła być duma!

       Jaki niby dała jej powód do dumy? Była głupia i uparta, uciekła od niej, a potem nawet ukradła Element Harmonii, narażając całą Equestrię na niebezpieczeństwo! O odpowiadaniu obelgami na prośby powrotu i wyciągnięte do niej kopyto nie wspominając...

 - To wszystko... to już przeszłość, Sunset. - Starsza księżniczka uśmiechnęła się do niej ciepło, a młodszej klaczy zdawało się wręcz, że tamta dokładnie odgadła jej myśli. - A twoja przeszłość... nie jest dziś. Twilight mówiła mi, jak wiele się nauczyłaś i... jakich wspaniałych rzeczy dokonałaś. I jak bardzo się zmieniłaś... Pokonałaś syreny... czego nie dokonał nawet sam Starswirl... bardzo pomogłaś ludzkiej Twilight... i teraz jesteś alikornem... jestem z ciebie naprawdę bardzo dumna, Sunset. - Otarła łzę, spływającą jej po policzku i dotknęła serca płomiennogrzywej. - Zawsze wiedziałam, że masz... nie tylko wielki potencjał, ale i bardzo dobre serce. Przepraszam... że nie potrafiłam pokazać ci właściwej drogi. Powinnam była... być lepszą nauczycielką. Zasłużyłaś sobie na lepszą. I lepszą matkę. Próbowałam... zastąpić ci Scarlet, ale... nie potrafiłam. - Tym razem to jej wzrok posmutniał. Zupełnie jakby myślała, że sprawiła zawód swej dawnej uczennicy.

       Gdyby nie szok, Sunset natychmiast by temu zaprzeczyła bez choćby cienia zawahania.

       Ale tymczasem jej oczy robiły się coraz większe i większe. Wprost nie mogła w to uwierzyć. To była ostatnia rzecz, jakiej się spodziewała; była wręcz bliska łez. Celestia wciąż ją kochała! Naprawdę jej to wszystko przebaczyła! Więc Cadance miała rację.

       I nie tylko to. To Celestia ją przepraszała, mimo całego dokonanego przez nią zła. Celestia, która... no dobrze, może nie była kryształowa, Sunset doskonale wiedziała, że też popełniała błędy. W końcu nikt nie jest idealny, nawet Jej Świetlista Wysokość.

       Ale jeśli miałaby wskazać kucyka, który jest temu najbliższy, bez wątpienia byłaby to właśnie Celestia. Która w tej sprawie nie popełniła żadnego błędu. To Sunset wszystko zawaliła, od początku do końca. Mogła próbować zwalać winę na nieco toksyczną matkę i to, jak ją wychowała, na swoje trudne dzieciństwo... ale prawda jest taka, że Celestia pokazała jej, co w życiu naprawdę ważne lepiej niż mógłby to zrobić ktokolwiek inny. Za swoją ślepotę i głupotę mogła winić wyłącznie siebie.

 - Przepraszam... przepraszam za wszystko. Wiem... że nie mam prawa cię tak nazywać... ale... tak bardzo za tobą tęskniłam... córeczko.

       W tym momencie czas dla Sunset jakby się zatrzymał. Poczuła niezwykłe ciepło w swym sercu. Niczego tak nie pragnęła, jak móc nazwać Celestię swoją matką, ale myślała, że na zawsze zaprzepaściła tę szansę. A teraz księżniczka sama nazwała ją swoją córką. Mimo wszystkiego, co jej kiedyś powiedziała i zrobiła, mimo tych pełnych nienawiści słów... nigdy nie czuła się bardziej kochana i nigdy nie była bardziej wzruszona.

       Z emocji cała zaczęła drżeć. Wiedząc, że nie wytrzyma tego napięcia, rzuciła się Celestii na szyję i wtuliła w nią.

 - Mama! - krzyknęła jak małe dziecko. - Przepraszam! Tak bardzo, bardzo cię przepraszam, mamo! Ja też za tobą tęskniłam. Tak bardzo, bardzo tęskniłam! Byłaś najwspanialszą matką, o jakiej kucyk mógłby zamarzyć... nie, wspanialszą niż ktokolwiek mógłby wymarzyć! Przepraszam za wszystko i że nie wróciłam wcześniej. Gdybym tylko wiedziała... ale bałam się, że... że już mnie nie kochasz. 

 - Och, moja... kochana Sunsetko... - Celestia pokręciła głową ze łzami radości w oczach. - Nigdy, przenigdy... nie przestanę cię kochać... choćby nie wiem co się stało. Odkąd tylko uciekłaś... tęskniłam i wyczekiwałam dnia, w którym powrócisz. A gdy odzyskałam swoją siostrę... już nic nie mogło uszczęśliwić mnie bardziej niż twój powrót i nawrócenie. Dokonałaś w tamtym świecie tak wiele, tutaj również... jestem taka dumna... 

 - Ale... masz przecież księżniczkę Twilight. Gdyby nie ona, nigdy bym się nie zmieniła i nigdy nie odzyskałabyś siostry... Ja ledwie próbuję jakoś wynagrodzić wszystko to, co zrobiłam. I masz też tylu innych uczniów i wiernych poddanych... którzy nie zawiedli cię tak, jak ja... - Ze wstydem puściła księżniczkę i zwiesiła głowę.

 - Tak, ale wiesz, co mówili w starych przypowieściach? - Uśmiechnęła się do niej i to w taki sposób, że od razu dodało jej to otuchy.

       Jak to możliwe, że choć tak bardzo bała się tego spotkania, Celestia jak nikt inny potrafiła sprawić, że czuła się lepiej, zupełnie jak...  dawniej Scarlet. Chyba to właśnie oznaczało bycie matką. Jednak dawniej nie zwracała też uwagi na żadne z przypowieści, które Celestia próbowała jej opowiadać, by mogła zrozumieć te najważniejsze prawdy. Całą uwagę poświęcała tylko tej "praktycznej" części jej nauczania, z pozostałej mało co zapamiętując, więc teraz mogła jedynie pokręcić głową, nieco zawstydzona.

 - Że większa jest radość... z jednego kucyka, który wraca na dobrą drogę... niż ze stu, które cały czas nią kroczą. A ty... nie tylko sama się nawróciłaś, ale pomogłaś odnaleźć drogę innym... Nawet Twilight nie dała mi takiego powodu do dumy... Cadance... opowiadała mi też, jak dzielnie walczyłaś... podczas misji, gdy mnie uwalnialiście i jak razem z przyjaciółkami ze świata ludzi przybyłyście tu, by nam pomóc. Co więcej, słyszałam, że... walczyłaś z... Nightmare Moon jak równy z równym. Walczyłaś nawet wtedy, gdy żaden kucyk nie potrafiłby już wykrzesać z siebie sił do dalszej walki. Jesteś nie tylko księżniczką, ale i bohaterką, Sunset. Jestem pewna, że gdyby Scarlet tu była, duma rozpierałaby ją tak samo, jak mnie.

 - Może... ale tak naprawdę miałam bardzo dużo szczęścia. Gdyby nie to, że two... że Nightmare Moon - poprawiła się szybko, widząc w oczach matki ból na wspomnienie o tym, co się stało z jej siostrą - cały czas popełniała błędy, i to wielokrotnie... nie wiem, czy bym w ogóle przeżyła.

 - Sunset... Nightmare Moon jest dojrzałym, potężnym alikornem. To oczywiste, że będzie potężniejsza. Ale mimo to potrafiłaś wykorzystać sytuację, która przy większości przeciwników nie miałaby dla niej żadnego znaczenia. To, co zrobiłaś, było po prostu niesamowite. Gdybym tylko ja mogła wam teraz tak pomóc... - westchnęła, podnosząc się lekko, a i tak z wyraźnym wysiłkiem.

 - Nie... nie możesz, księżniczko Celestio! Jesteś za słaba, musisz odpoczywać! - Sunset zerwała się gwałtownie, by ją powstrzymać, niemal siłą kładąc z powrotem.

 - Dobrze, moje dziecko, ale coś mi obiecaj - powiedziała, ponownie łapiąc ją w objęcia i przysuwając pyszczek prawie pod same jej ucho. - Ty też odpocznij, po tym pojedynku zasłużyłaś sobie na to i tego potrzebujesz.

 - Tak zrobię, księżniczko. I obiecuję ci, że sprowadzimy z powrotem twoją siostrę oraz Twilight i jej przyjaciółki... Ale powiedz mi... czy jest jeszcze coś, co moglibyśmy dla ciebie zrobić?

 - Nie, o więcej nie mogłabym prosić. W dodatku... myliłaś się... nie jestem wcale najlepszą matką. Ostatecznie to bardziej Scarlet sprowadziła cię na słuszną ścieżkę niż ja.

 - Jak to? O czym ty mówisz, księżniczko? Przecież ona nawet nie... 

 - Pamiętasz, jak zginęła... twoja prawdziwa matka?

 - Tak... - Sunset zażenowana spuściła wzrok. - Wiem, że to nie była twoja wina, nie powinnam być na ciebie taka zła, nie miałam prawa cię obwiniać... 

 - Twoja reakcja była naprawdę... w pełni zrozumiała. Ale musisz wiedzieć, że... nie powiedziałam ci wtedy wszystkiego.

 - Jak to? - zdziwiła się Sunset, unosząc głowę, by spojrzeć w oczy Celestii. 

 - Gdy zaklęcie, nad którym... pracowała twoja matka, wymknęło się spod kontroli, nie tylko ją zabiło. Z początku nie byłam... tego pewna, ale teraz już jestem... właśnie ono wzbudziło portal. To dzięki niej dostałaś się... do tamtego świata. Wcześniej wiedziałam, że to... nie jest zwyczajne lustro, ale... nie miałam pojęcia, jak je aktywować. Do dziś do końca nie wiem, jak to się... właściwie stało, i nie rozumiem... co takiego blokowało portal.

 - Ty czegoś nie wiesz? Łał... może lepiej nie przyznawaj się Twilight, bo cały świat się jej zawali.

 - Której? - zachichotała Celestia, puszczając Sunset z objęć.

 - Jednej i drugiej. - Uśmiechnęła się figlarnie. 

       Klacze spojrzały na siebie i obie parsknęły śmiechem. Potem jednak biały alikorn uronił kolejną łzę. Ale łzę radości.

 - I... tak bardzo się cieszę... że... mnie nie znienawidziłaś.

 - Ciebie? Za co? Za co ktoś mógłby cię... to wszystko, co wtedy pisałam... że tamten świat jest moim domem, że już nigdy nie wrócę do Equestrii, że jej nie potrzebuję, że nie potrzebuję ciebie... - Sunset zrobiła się czerwona ze wstydu, zwłaszcza że jej usprawiedliwienie też nie stawiało jej w dobrym świetle. - To wszystko były kłamstwa, by uśpić twoją czujność. A to, co pisałam o tobie... nawet wtedy tak naprawdę tego nie myślałam, ja... w głębi duszy cały czas czułam, że robię błąd... byłam taka głupia... będąc jednorożcem, myślałam, że tak po prostu pokonam Nightmare Moon... albo ciebie. Że będę w stanie użyć do tego Elementów...

 - To już bez znaczenia, Sunset... Ale ba... bałam się, że po tym jak sama znalazłaś dobrą drogę... znienawidzisz mnie za to, że pozwoliłam ci ta... tak długo tkwić w ciemnościach.

 - Ale to... to niedorzeczne! Przecież robiłaś wszystko, by mnie z niej wyprowadzić! 

 - Nie bardziej niż to, że ja mogłabym cię znienawidzić... moja najdroższa Sunset... jesteś... do mnie bardziej podobna, niż... niż myślisz. - Uśmiechnęła się słabo.

 - Może masz rację... - odparła, odwzajemniając uśmiech. 

 - Ale teraz już... już idź i wypocznij... I... powiedz potem Spell Nexusowi, że nic mi nie będzie... i nie ma się o co obwiniać. To ja zawiodłam tego dnia, a nie on.

 - Dobrze, księż... czy... - Sunset zaczęła nerwowo kręcić kopytkiem. - Czy w ogóle mogę ci mówić "mamo"?

       Celestia dała jej znać, by się do niej nachyliła, i objęła ją kopytem, po czym pocałowała w czółko.

 - Kiedy... kiedy tylko zechcesz, córeczko... Sprawisz mi tym ogromną radość. Ale... teraz już odpocznij. Obie tego potrzebujemy.

       Sunset na pożegnanie odwzajemniła uścisk, po czym wyszła, delikatnie zamykając za sobą drzwi. Zamierzała faktycznie zastosować się do prośby matki i wypocząć.

       Właśnie. Matki... jak cudownie było znów właśnie tak o niej myśleć!

 

*

 

       Starlight i Twilight właśnie wróciły do siedziby sekcji naukowej. Obecnie znajdowali się tam już tylko jej członkowie, w tym wielu nowych z Canterlockiej Gildii Magów. Ale części ważnych kucyków brakowało. Ostatecznie Sunset nadal rozmawiała z Celestią, a Trixie była zbyt zajęta chwaleniem się swoimi zasługami wszystkim napotkanym kucykom, by tu zostać.

 - Są jakieś postępy z badaniem tych kryształów, w których była Celestia? - zapytała Starlight, przekraczając próg.

 - Tak - potwierdził Sunburst, odrywając się od fragmentu, który badał z arcymagiem. 

 - Nie mamy dobrych wieści - dodał Jeremie, podnosząc głowę znad aparatury, przy której siedział z Doktorem Hoovesem. - Jak wynika z analizy DNA pobranego od Celestii i próbki jej magii... słabej, ale dostatecznej, by porównać z programem zapisanym w tych kryształach...

 - Jakim programem? - spytała zdziwiona Starlight. Myślała, że to ten cały Xana był programem. Jak on mógł być zapisany w krysztale, który więził księżniczkę?

 - Materiał, z którego stworzono kryształ więżący Celestię, bardzo przypomina ten, z którego są wieże - zaczął Sunburst.

 - Był też z nimi połączony, co akurat udało nam się wykorzystać... - dodał ciemnoniebieski ogier rzeczowym tonem. - A także podobnie do nich magicznie związany, niewątpliwie właśnie z samym Xaną.

 - I zawierają informację, która kontroluje ich działanie; można powiedzieć, że to właśnie forma magicznie zapisanego programu - dokończył Doktor Hooves. 

 - I co w tym strasznego? - nie rozumiała lawendowa klacz.

 - Ten program sprawiał, że kryształ wysysał moc Celestii i przekazywał ją Xanie - wyjaśnił Jeremie.  - Walcząc z nim, nie walczyliście tak właściwie z jednym alikornem, ale z dwoma. Teraz już wiecie, dlaczego Xana jest taki potężny.

 - Ta, ale gdybyśmy nie przetłumaczyli ci tych sygnałów na dane, to byś tego nie ogarnął. Nie zajmowałeś się badaniem tej całej "magii" tyle, co ja - stwierdziła ludzka Sunset. Chłopak łatwo sobie wyobraził, że gdyby miała ludzką postać, to teraz pewnie wzięłaby się buńczucznie pod boki.

 - Może, ale bez Jeremiego i jego znajomości Xany nie udałoby się tak szybko odszyfrować tego programu - stwierdził Doktor Hooves. - Ale to prawda, że bez ciebie by tego nie zrobił, twoja pomoc faktycznie była nieoceniona...

 - Zaraz, czekajcie chwilę, też to słyszycie? - spytała nagle Twilight.

        I rzeczywiście dało się słyszeć coś na kształt odległego śpiewu, jakby ktoś nucił jakąś dziwną melodię. Ale nie sposób było określić kierunku, z którego dochodził dźwięk. Jednak ucichł tak nagle, jak się pojawił. W dodatku nie bardzo mogli się w niego wsłuchać, bo szybko zagłuszył go czyjś krzyk:

 - No nie! Mam już tego dość! - usłyszeli głos osoby, po której najmniej spodziewali się jakiejkolwiek agresywnej reakcji. To skrzydlata asystentka Doktora podfrunęła do niego z obrażoną miną i, gwałtownie gestykulując, zaczęła wylewać swoje żale: - Cały czas robisz coś razem z tą wredną jędzą, jakbym w ogóle nic dla ciebie nie znaczyła! Jakby to ona była twoją najlepszą asystentką, a nie ja i... 

 - Asystentką? Nazwałaś mnie asystentką!? - oburzyła się płomiennogrzywa i zaczęła zbierać w rogu magiczną energię, by zaatakować pegazicę. - Ja ci dam asystentkę!

 - Próbowałam się jej pozbyć, ale ona dalej się przy tobie kręciła, a ty nic z tym nie zrobiłeś! 

 - Pozbyć się mnie? Wiedziałam, że robiłaś to celowo, ty mała zezowata pomyłko genetyczna! Zapłacisz mi za to, powyrywam ci skrzydła, pióro po piórze! - wrzasnęła ludzka Sunset, szurając kopytem po skalistej podłodze, jakby zaraz miała się na nią rzucić.

 - Natychmiast się uspokójcie, co w was wstąpiło? - zagrzmiał Spell Nexus. 

       Nikt go jednak nie słuchał i klacz już miała strzelić pośpiesznie zebranym ładunkiem magii prosto w skrzydło Derpy, gdy Doktor Hooves uderzeniem w róg rozproszył jej magię. Wprawdzie ładunek był na tyle duży, że i tak wystrzelił, lecz przeleciał obok, nie robiąc pegazicy żadnej szkody. 

 - Co ty sobie myślisz, idioto, w ten sposób mogło trafić w nasz sprzęt!

 - W nasz sprzęt? Nasz sprzęt!? Jak w ogóle mogłaś pomyśleć o atakowaniu Derpy?! - krzyknął na nią.

 - Więc Doktor jednak mnie lubi! - pisnęła uradowana Derpy. 

 - Ale co ona miała na myśli, mówiąc, że robiłaś to celowo? - spytał ostrym tonem.

 - No, bo ja... bo... te wszystkie spadające rzeczy... - zaczęła się tłumaczyć, ale strasznie się przy tym plątała.

 - Ależ Derpy, jak mogłaś coś takiego zrobić? Przecież... 

 - Wiedziałam - jęknęła, a do jej oczu naszły łzy. - Wiedziałam, że tak naprawdę wcale mnie nie lubisz, nikt mnie nie lubi i wszyscy się ze mnie śmieją! Myślałam, że jesteś inny, a ty jesteś taki sam!

 - Derpy, ja...

 - Załatwię cię, ty mała...! - zaczęła Sunset, znowu zbierając magię, ale nagle otoczył ją purpurowy kryształ. 

 - Uspokójcie się wszyscy! - krzyknęła rozpaczliwie Starlight.

 - Sam powinienem był to zrobić - mruknął ciemnoniebieski jednorożec, patrząc na nią z aprobatą.

       Ale nie rozwiązało to wszystkich problemów. Pegazica i tak nie słuchała. Tylko jeszcze mocniej się rozpłakała i poleciała w stronę drzwi. Jednak nie patrząc za bardzo, gdzie leci, najpierw zamiast przez nie przelecieć, uderzyła w ścianę obok, a dopiero potem ruszyła dalej, cały czas szlochając.

       Wszystkim kucykom odebrało mowę. Doktor Hooves wpatrywał się tępo w przestrzeń, usiłując zrozumieć, dlaczego Derpy tak się zachowała. I czy naprawdę to zrzucanie rzeczy na Sunset nie było przypadkowe? Nie podejrzewałby jej o coś takiego. Pozostali też w ogóle nie wiedzieli, jak zareagować. Ciszę przerwał po chwili Jeremie.

 - Czy ktoś mi wyjaśni, co tu się w ogóle stało...?

 - Ja... sam nie wiem... ale zaraz... Derpy, ona... - Doktor Hooves nie powiedział już ani jednego słowa, tylko popędził galopem przez korytarz, licząc, że dogoni swoją ulubioną asystentkę i wyjaśni przyczynę tego dziwnego napadu agresji.

 - Nie mam pojęcia - przyznała Moondancer, kręcąc głową z niedowierzaniem. - Co prawda ta pegazica wydawała się trochę zazdrosna o tę drugą Sunset, ale nie spodziewałam się, że może wpaść w taką histerię.

 - Ja też nie... i co napadło Sunset? - zdziwiła się Starlight, po czym podeszła do niej. - Teraz cię uwolnię, ale masz się uspokoić. Jak znów będziesz tak wariować, to ponownie zamknę cię w krysztale, zrozumiano?

       Za machnięciem jej rogu kryształ pękł, a Sunset się otrząsnęła.

 - Ech, czemu niby miałabym teraz "wariować"? Tej małej durnej klaczy i tak już nie ma. Jak ona śmiała nazwać mnie asystentką?! Co ta durna, bezużyteczna baba sobie myśli?

 - Derpy naprawdę chciała pomóc Doktorowi i powinniśmy to uszanować. Zresztą on sam bardzo sobie cenił jej pomoc - zauważył Sunburst.

 - Może, ale to i tak nie usprawiedliwia tego, że na mnie zrzucała te wszystkie rzeczy. 

 - A może lepiej przejdziemy do sedna? - zasugerował Jeremie. Miał już stanowczo dość tego dziwnego świata z kolorowymi kucykami, którym coraz częściej zaczynało odbijać.

 - Właśnie - zgodziła się Twilight. - I coś sobie uświadomiłam. Jeśli Xana był taki potężny, bo czerpał moc z Celestii i tych wież w Canterlocie, to jak zdołał pokonać ją i księżniczkę Lunę? 

 - Bardzo słuszna uwaga, młoda damo - pochwalił arcymag, kiwając z uznaniem głową. - Prawdę mówiąc, też zaczęło mnie zastanawiać, jak w takim razie był w stanie pokonać naszą drogą księżniczkę. Wygląda na to, że musiał już wcześniej mieć jakieś dodatkowe źródło mocy, nawet jeśli wygląda na w pełni dojrzałego alikorna... - Przyłożył kopyto do brody, zastanawiając się nad tą kwestią. Wciąż trudno było mu się pogodzić z tym, że pokonano Celestię i to w dodatku on do tego dopuścił, ale musiał zachować pełen profesjonalizm, by jej znowu nie zawieść.

 - O tym właśnie chciałem powiedzieć - wtrącił Jeremie. - Po pierwsze owszem, udało się osłabić Xanę, ale nadal ma większość mocy Celesti. Z tego, co zauważyłem, moc odbudowuje się raczej wolno, więc trochę czasu minie, nim wasza księżniczka będzie w pełni sił. A Xanie starczy jej prawdopodobnie jeszcze na długo. W dodatku, skoro był w stanie pokonać Celestię i Lunę jeszcze zanim wyssał moc z tej pierwszej i zanim miał wieże w Canterlocie, to musi znaczyć, że albo użył jakiegoś bardzo sprytnego podstępu, albo właśnie miał też inne źródło mocy. Jak inne wieże w zupełnie innym miejscu. Znając go, pewnie jedno i drugie. Okazał się znacznie sprytniejszy, niż sądziliśmy, i udało mu się przygotować nawet na program wieloczynnikowy, a tu... nie wiem, co mógł wykombinować.

 - To brzmi niepokojąco sensownie - przyznała Moondancer, a większość obecnych skinęła głowami na znak, że myśli tak samo. - I oznacza, że Operacja Canterlot nie była aż tak wielkim sukcesem, jak myśleliśmy.

 - Ale zadaliśmy Xanie potężny cios, teraz po prostu musimy... znaleźć pozostałe wieże - stwierdziła Starlight, próbując podnieść innych na duchu, ale ton i nerwowa gestykulacja zdradzały jej niepokój.

 - Ma rację. - Spell Nexus spojrzał na wszystkich z poważną miną mówiącą jasno: muszą zrobić wszystko, by nie zawieść Celestii. - Strategia Xany i jego nieszablonowe metody wykorzystania magii są niezwykle skuteczne, ale to, co stało się podczas Operacji Canterlot, jasno dowodzi, że da się je zwyciężyć lub obejść. Xana jeszcze nie wygrał i my mu na to nie pozwolimy!

 - No to do roboty! - krzyknęła na wszystkich ludzka Sunset, jakby to ona tu dowodziła. 

 

*

 

       Derpy po jakimś czasie lotu zatrzymała się w ślepo zakończonym tunelu. Siedziała tam i zaczęła się uspokajać. Nie rozumiała, czemu tak agresywnie się zachowała. I jak mogła tak mówić do Doktora? Przecież z pewnością się dla niego bardzo liczyła!

 - Derpy? - usłyszała jego głos u wylotu korytarza. 

 - Doktor! - krzyknęła uradowana i rzuciła mu się na szyję. - Tak się cieszę, że cię widzę. Przepraszam za to wszystko!  Przepraszam, że byłam zazdrosna. Powinnam wiedzieć, że jestem dla ciebie ważna, w końcu uratowałeś mnie przed tą wredną Sunset! Zawsze byłeś jedynym, który mnie rozumiał... Moim jedynym prawdziwym przyjacielem.

 - Rozumiał... teraz rozumiem tylko, że jesteś najgłupszą klaczą na świecie. - Prychnął z pogardą, odsuwając ją kopytem od siebie.

 - Co? - spytała pegaziczka, a w jej oczach znowu pojawiły się łzy. 

 - Byłaś zazdrosna o Sunset? To ty w ogóle myślałaś, że cokolwiek przy niej znaczysz? Żałosne. Jesteś niezdarna, głupia i bezużyteczna. Nie wiem, czemu w ogóle zgodziłem się, byś mi w czymkolwiek pomagała. Tylko wszystko komplikowałaś i nie byłaś w stanie pojąć najprostszych rzeczy. I jeszcze ten twój zez, śmiechu warte. Jakbyś bez niego nie wyglądała na dość głupią. 

 - Dla-dlaczego... dlaczego jesteś dla mnie taki okropny? - wybełkotała łamiącym się głosem.

 - Okropne to było marnotrawstwo czasu, gdy się zadawałem z kimś tak bezwartościowym. Ale teraz z tym koniec.

 - Co...? - Tylko tyle była w stanie z siebie wydusić, widząc, jak kucyk, który tyle dla niej znaczył, odchodzi gdzieś w dal.

 

*

 

       Gdy tylko Nightmare Moon straciła z oczu siły ruchu oporu, rozpaczliwie usiłowała ich znaleźć. Ale przepadli bez śladu. I choć przetrząsnęła całe miasto oraz okolicę w promieniu kilkunastu kilometrów, wysyłając niemal wszystkie oddziały podmieńców i kucykoperzy, nie mogła wpaść na choćby najmniejszy trop. Sama również podzieliła się na kilka klonów i przeszukała spory obszar. Ale musiała spojrzeć prawdzie w oczy - rebelianci jej uciekli, i to razem z Celestią. 

       Po niebie nad Canterlotem strzelały pioruny, będące manifestacją jej bezsilnej złości. 

 - Blood Moon, raport! - warknęła, wylądowawszy przed jednym z kucykoperzy krzątających się po dziedzińcu. 

 - Wszystkie wieże doszczętnie zniszczone, pozostał po nich tylko kryształowy pył...

 - Ale to pozwoli odbudować zaledwie kilka wież, jeżeli w ogóle. Wiem o tym - przerwała mu rozdrażniona, że durnym powtarzaniem informacji zajmuje jej cenny czas, który mogłaby poświęcić na poszukiwania znienawidzonej siostry. - Powiedz mi coś, czego nie wiem. Co z portalem?

 - Kompletnie zniszczony. Co prawda sama rama jedynie pękła na kilka części, ale kluczowe elementy są strzaskane w drobny mak, trzeba wszystko wykonać praktycznie od nowa. Ale to jeszcze nie wszystko...

 - Zniszczyli wieże, portal i zabrali Celestię, co niby jeszcze mogli zrobić!? - huknęła, a jej oczy aż pobielały z wściekłości.

       Jej żołnierz skulił się ze strachu jak małe źrebię.

 - N-nie wiem, jak im się to udało, ale ogołocili nasze magazyny. Zniknęła ćwierć zapasów, nie mam pojęcia, jak udało im się tyle wynieść - wybełkotał, cały się trzęsąc.

       Nightmare Moon, widząc, jak wielką klęskę poniosła, strzegąc zamku, aż chciała wzorem Rarity wykrzyczeć, że "Ze wszystkich możliwych nieszczęść TO! JEST! NAJGORSZE!".

       Jednak jakoś się powstrzymała.

 - Zbierzcie i zabezpieczcie cały kryształowy pył, do ostatniej drobinki. W przeciwnym razie osobiście was poćwiartuję i będziecie mogli tylko mieć nadzieję, że skończę, zanim zjawi się Xana. I macie to zrobić natychmiast!

       Kucykoperz przełknął ślinę ze strachu, szybko wstał i wziął się w garść. Wiedział, że jego władczyni nie rzucała gróźb na wiatr.

 - Tak jest, moja pani. - Ukłonił się nerwowo i pobiegł galopem do roboty.

       Nightmare Moon udała się natomiast do pomieszczenia z portalem. Korytarze były w większości opustoszałe, większość osób przebywających w zamku zajmowała się teraz bezskutecznym przeszukiwaniem okolic Canterlotu, nie wiedząc, że ruch oporu już dawno był daleko stąd.

       Pośrodku wielkiej komnaty zastała Applejack, pracującą już przy naprawie ramy portalu.

 - No, nareszcie ktoś w miarę kompetentny - mruknęła, w końcu widząc kogoś, kto sobie z czymś radzi.

 - Ta jest, księżniczko. - Druga klacz nieco niedbale zasalutowała kopytem.

 - Ile zajmie ci naprawa ramy?

 - Uszkodzenia nie są aż tak duże, jeszcze jakaś godzinka i gotowe. Ale gdyby Xana zatrzymał nasze klony, byłoby szybciej. Rarity już się zajmuje tymi drobnymi elementami. Jak akurat nie jęczy. - Prychnęła.

       Jak na zawołanie z sąsiedniej komnaty właśnie rozległ się krzyk "Ze wszystkich możliwych nieszczęść TO! JEST! NAJGORSZE!", świadczący o tym, że coś właśnie jej nie wyszło przy odbudowywaniu delikatnych i precyzyjnych elementów portalu.

 - Właśnie słyszę - stwierdziła Nightmare Moon z grymasem na twarzy. - A co z dwiema pozostałymi powierniczkami, które Xana tu pozostawił?

 - Fluttershy znalazła Pinkie tam, gdzie była armia ruchu oporu. Leżała na ziemi i coś bredziła o dołączeniu Maud do Xany. Teraz nie nadaje się zupełnie do niczego. 

       Nightmare postanowiła teraz udać się do innej komnaty. Tej, w której doszło do jej największej klęski - ucieczki Celestii. W jakiś sposób wszystkie zastawione przez nią pułapki zawiodły, a kryształ, w którym była więziona jej siostra, został rozbity na kawałeczki, choć sam Xana wzmocnił go takim samym ochronnym zaklęciem jak wieże. Nawet tak potężny alikorn jak ona nie mógłby tego dokonać, a przecież buntownicy mieli tylko tę słabowitą Sunset.

       A jednak tak się stało. I teraz jej wściekłość na samą siebie za to, że pozwoliła swej znienawidzonej siostrze uciec, przewyższała nawet strach przed karą od Xany.

       Ale nagle dostrzegła coś jakby wtopionego w jeden z kawałków rozbitego kryształu. Mały, oderwany, różowy kosmyk włosów z barwnej grzywy jej siostry. I to niejedyny.

       Po raz pierwszy po bitwie grymas zniknął z jej twarzy.

 "Tak... może jednak nie wszystko stracone... jeśli się uda, to Xana będzie zadowolony i może nawet mnie nie ukarze" - Na samą myśl o tym, co zamierza zrobić własnej siostrze i jak bolesne to dla niej będzie, na jej pysk wpełzł złośliwy uśmieszek. To nawet lepsze niż więzienie jej w krysztale. Odczuwała wielką ochotę wybuchnięcia złowieszczym śmiechem, ale teraz nie czas na to.

       Ruszyła pośpiesznie na sam dół zamku, do najgłębszych, najbardziej ukrytych archiwów Canterlotu, do których tylko królewski klucznik i księżniczki panujące byli w stanie się dostać. Tych, w których Celestia przechowywała zakazane księgi o mrocznej magii, tak by nigdy nie wpadły w niczyje kopyta, a jednocześnie by móc w razie potrzeby wiedzieć, jak z tą magią walczyć. 

       Teraz jednak ona zrobi z nich znacznie lepszy użytek.

 
 
Dodane przez Lyokoheros dnia lipiec 10 2019 02:01:59
0 Komentarzy ˇ 117 Czytań Drukuj
 Komentarze
Brak komentarzy.
 Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Świetne! Świetne! 0% [Żadnych głosów]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [Żadnych głosów]
Dobre Dobre 0% [Żadnych głosów]
Przeciętne Przeciętne 0% [Żadnych głosów]
Słabe Słabe 100% [1 Głos]
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Cytat tygodnia
„Miło że przyszło was dziś tak wielu.”
~Jim Morales
Odcinek pilotażowy
„Xana się budzi”
Shoubox 2.0
Czyli KodLyokowy serwer Discorda. By do niego dołączyć wystarczy kliknąć tutaj.
Kalendarz Fandomowy
Najbliższe fandomowe święto:
Dzień Anthei
Data: 26 maja
Lyokowy Kalendarz Adwentowy
Wszystkie opowiadania z zeszłorocznego kalendarza adwentowego znajdziecie tu
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Lowca Rakow cztery i pol
14/11/2019 22:17
A widział może ktoś to? http://kodlyoko.hpu.pl/ne
ws.php?readmore=518


Lyokoheros
14/07/2019 21:05
Hm... ktoś ostatnio coś komentował? Bo znowu nie mogę ostatniego komentarza znaleźć...

Lyokoheros
06/04/2019 17:21
Właśnie zaczęło sie wspólne oglądanie 74 odcinka, serdecznie zapraszam: https://www.watch2gether.
com/rooms/pdp-yv6ih5010r6
vvvlzoo


Lowca Rakow cztery i pol
22/02/2019 23:13
Podobno Centrum wypuściło jakiś ekskluzywny wywiad ostatnio...

Lyokoheros
15/02/2019 02:09
Już jutro (właściwie dziś wieczorem, pewnie późnym) pojawią się opowiadania z pisania na setkę - choć niestety były tylko dwa smiley

Lyokoheros
09/11/2018 18:33
Hm... ktoś ostatnio jakiś nowy komentarz dał? Bo widzę, że jest nowy, ale nie mogę go namierzyć...

Lyokoheros
01/11/2018 01:50
ekstremalnie późno to zdążę dokończyć.

Lyokoheros
01/11/2018 01:50
Ech, że też nie zauważyłem, że mi ucięło. Chciałem napisać "kolejny dzień". No mniej więcej, bo rano wyjeżdżam do rodzinki i nie wiem dokładnie o której wrócę, ale o ile nie będzie to

Ananasims
01/11/2018 00:43
K? "Kilka"? "Kwadrans"? "Kwartał"?

Lyokoheros
01/11/2018 00:27
No... trochę jeszcze będziecie się musieli uzbroić w cierpliwość niestety - prace nad gazetką niestety mi się nieco wydłużają i choć miała być do północy to... cóż obawiam się, że przesunie się to o k

Jacks_
29/10/2018 23:30
No to czekamy smiley

Lyokoheros
29/10/2018 18:37
bardziej będę skupiał na KLPX, wiadomo, ale to tak niemal równolegle i ponieważ z tamtym rozdziałem zostało mi mniej pracy to może wyjść przed 11 rozdziałem KLPX.

Lyokoheros
29/10/2018 18:37
prostu muszę jeszcze dopracować... no i jest to akurat jeden z ważniejszych jego rozdziałów - ze sceną, która w drugim fandomie spokojnie może być uznana za najbardziej wyczekiwaną. Znaczy i tak się

Lyokoheros
29/10/2018 18:36
Tylko, że porzucania zaczętego dzieła jest... trochę średnie delikatnie mówiąc. I nie, 21 rozdział KE czyli Kodu Equestria. Moje inne opowiadanie, tylko że akurat multiwersowe, którego rozdział po p

Xanadu
29/10/2018 18:16
Tak w ogóle to nie przestałem pisać, tylko że wolę się skupić na własnych pomyslach. Może założę sobie wattpada i coś tam niedługo wrzucę, ale na kod Lyoko nie mam ochoty, ani czasu.

Jacks_
29/10/2018 16:39
21? Chodzi Ci o 11 rozdział drugiego tomu Powrotu Xany?

Lyokoheros
29/10/2018 01:16
(w tym na pewno NMS) -> jak będę miał na 2 tygodnie do przodu do publikację to wtedy inne rzeczy.

Lyokoheros
29/10/2018 01:16
Icebreaker) -> kilka nowości omawianych obecnie z Wojownikami (znaczy tu ponownie skupiłem się na wiadomościach, więć rozmowy trochę jakby stanęły) -> potem ewentualnie jakieś inne pisanie

Lyokoheros
29/10/2018 01:15
które to opóźniły). Generalnie na chwilę obecną przyjąłem sobie następujący priorytet projektów: Wiadomości Kadic -> KLPX i 21 rozdział KE (+w trakcie trochę Past Sins i przejrzenie Expulsion oraz

Lyokoheros
29/10/2018 01:15
Chyba stroną chciałeś powiedzieć. A idą... no na chwilę obecną to stoją. Mam obecnie nieco roboty na studiach i skupiłem się na Wiadomościach Kadic na tę chwilę (a były pewne problemy techniczne,

Archiwum

Copyright © 2012
Powered by v6.01.6 © 2003-2005Leviathan by:
1017809 Unikalnych wizyt

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie