Kod Lyoko Powrót Xany - przygoda dopiero się zaczyna!
Nawigacja
Strona Główna
Minikonstytucja KLPX, czyli regulamin strony
Projekty KLPX
Kod Lyoko - Odrodzenie!
Kod Lyoko Powrót Xany - Księga I: Reaktywacja
Kod Lyoko Powrót Xany - Księga II: Zemsta
Intro
Lyokopedia - artykuły
Forum
Archiwum cytatów
Linki
Download
Galeria
Kontakt
Szukaj
Najczęściej Zadawane Pytania
Działalność KLPX
Kod Lyoko - Odrodzenie
Kod Lyoko Powrót Xany - Księga I: Reaktywacja
Kod Lyoko Powrót Xany - Księga II: Zemsta
Kod Lyoko Powrót Xany - zaginione opowieści
Odcinki online
Lyokopedia
Kalendarz Fandomowy
Lyokoinkubator - wspieranie działalności fanowskiej
KLPX TV
Powrót Do Przeszłości
Klub LyokoWeterana
Zlot dla Poznania
Ocenialnia blogów i opowiadań
Opowiadania i tłumaczenia
Operacja Republikacja
Kod Lyoko Powrót Feniksa - tłumaczenie
Kod Lyoko Armia Nicości - tłumaczenie
Opowiadanie "Kod Equestria"
Opowiadanie "Nasza Mała Sunset"
Gra wyobraźni w systemie Lyoko
Konto na chomikuj
Wiadomości Kadic
Stare forum Powrotu Xany
Historia
Konkurs comiesięczny
Regulamin ogólny
Lista trwających konkursów
Lista zwycięzców
Obecny konkurs(styczeń)
Obecny konkurs(luty)
Obecny konkurs(marzec)
Obecny konkurs(kwiecień)
Obecny konkurs(czerwiec)
Obecny konkurs(lipiec-sierpień)
Obecny konkurs(październik)
Obecny konkurs(listopad)
Obecny konkurs(grudzień)
Obecny konkurs(styczeń)
Obecny konkurs(luty)
Obecny konkurs(marzec)
Obecny konkurs(kwiecień)
Obecny konkurs(czerwiec)
Obecny konkurs(lipiec)
Obecny konkurs(sierpień)
Obecny konkurs(wrzesień)
Obecny konkurs(październik)
Obecny konkurs(listopad)
Obecny konkurs(grudzień)
Obecny konkurs(styczeń)
Obecny konkurs(luty-marzec)
Obecny konkurs(kwiecień-czerwiec)
Obecny konkurs(lipiec-sierpień)
Archiwum konkursów
System punktowy
Zasady
Członkowie i wyniki stronnictw
Poradnik zdobywania punktów
Wyzwania tygodnia
Najlepsze stronnictwo marca:
Jeremie
(1226 punktów)

Najlepszy użytkownik miesiąca:
Jasiu Lyoko
(15 punktów w miesiącu)
Członek stronnictw:
Jeremie
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 150
Najnowszy Użytkownik: Szymonixo2007
Najnowsze rozdziały
Kod Equestria - rozdział 22: "Na ratunek Ember"
Projekt: Gołębie - akt IV
Nasza Mała Sunset - rozdział 11: "Wspólne Święta"
Pamiętnik Milly - wymazany wpis
Sztuka Miłości
Pamiętnik Gustave'a
Płonące Imperium Dionizosa
Waterloo
12 Porażek Jima Moralesa
Armia Nicości - rozdział 14: "Podstęp Jeremiego"
Powrót Xany - Zaginione Opowieści: "Ostatni dzień razem"
Powrót Xany księga II - rozdział 11: "Lung"
Na Forum
Najnowsze Tematy
Wyzwania tygodnia
Dziennik zmian i ost...
Scyfozoa
Aelita
Ashes Odrodzeni z Lyoko
Najciekawsze Tematy
Zgadnij kto to [307]
Niekończąca się h... [273]
Dziennik zmian i ... [179]
X czy Y [143]
Wyzwania tygodnia [119]
Ostatnie Artykuły
Kod Equestria - Rozd...
Kod Equestria - Rozd...
Projekt: Gołębie - a...
LyokoSystem
Projekt Kartagina
Prawa i dokumenty
Minikonstytucja KLPX, czyli regulamin strony
Manifest działalności KLPX
Skrócony regulamin strony
Regulamin bitwy opowiadań
Regulamin konkursów comiesięcznych
System punktowy
Lista ostrzeżeń
Sprawy szczególnie warte uwagi
Petycja o kontynuowanie Kod Lyoko

Petycje o emisję Kod Lyoko:
Nie zapomnij podpisać się pod wszystkimi!
Przypominam też, że aby potwierdzić podpis należy kliknąć w link wysłany na wasz adres mailowy po wysłaniu podpisu pod petycją!

Formularze dotyczące działalności KLPX:
NMS - rozdział 11: Wspólne święta

       Obawy Sunset okazały się bezzasadne. Zgodnie z tym, co mówił Dominique, Custodes Romae faktycznie miało dobre układy z rządem, a nawet spore wpływy w nim, tak więc poszło gładko. Waldo w tajnej ustawie został pośmiertnie odznaczony krzyżem wielkim Legii Honorowej, a w sprawie Kartaginy Aelita uzyskała status świadka koronnego i oficjalnie przeszła pod opiekę państwa Belpois... jednak stryjek Jeremiego pół żartem zapewnił, że to nie przeszkodzi w tym, by mogli się pobrać. Obydwaj młodzieńcy spłonęli na to rumieńcem, ku mniej lub bardziej otwarcie okazywanej uciesze dorosłych. Sama technologia Schaeffera została powierzona Custodes Romae, a Jeremie i Aelita nie musieli się przejmować kosztami dalszej nauki i studiów, bo organizacja to wszystko im opłacała.

       Mimo to pozostawał problem co zrobią z Sunset. Wciąż woleli zachować to dla siebie i choć mogli pozwolić sobie nawet na samotne - lub z Oddem i Samanthą, którzy przyjechali do Paryża, by rozpocząć naukę w szkole artystycznej - wynajęcie stancji, to jednak nie rozwiązywało problemów.

       Nawet nie martwiąc się finansami musieliby łączyć naukę nie tylko z opieką nad Sunsetką, ale i zajmowaniem się domem. A nie mieli złudzeń, że na pomoc tamtej dwójki nie ma co liczyć - no może poza gotowaniem, jeśli tylko to, co przyrządza Odd nie jest równie szalone jak on, ale to wątpliwa hipoteza - już prędzej dodadzą im więcej roboty. Ale przynajmniej mogliby też czasem zająć się ich córką, zwłaszcza że nauka nie będzie już tak banalna jak w Kadic.

       Na całe szczęście Celeste przypomniała sobie, że jej siostra Diana mieszka w Paryżu i wraz z mężem od początku urządzili dom z myślą o tym, by mieć gromadkę dzieci, choć niestety później Diana okazała się bezpłodna. Ale w takim razie z pewnością chętnie przyjmie pod swój dach dwójkę nastolatków wraz z ich maleństwem.

       Jeremiemu i Aelicie od razu spodobał się ten pomysł. Sunsetce nawet jeszcze bardziej, gdy dowiedziała się, że wujek Andre ma własną lodziarnię. Ale wbrew jej nadziejom nie mogła mieć codziennie nielimitowanych lodów, rodzice jej zabronili, a przecież lody były takie dobre! Ale przynajmniej po obiedzie zawsze dostawała na deser parę kulek, więc nie mogła narzekać.

       Początkowo byli co prawda nieco zdziwieni klaczką, szczególnie Andre był mocno sceptyczny, wziął ją za zwykłe zwierze. Dziwaczne i gadające, ale jednak zwierzę, które nijak nie mogłoby być córką Jeremiego. Na co ten zresztą był jeszcze o wiele za młody.

       Jednak po paru tygodniach w końcu się do niej przekonał i razem z żoną bawił z małą, w rzadkich chwilach, gdy akurat nie mieli klientów, a młodzi byli w szkole. Nawet pokazał jej jak wyrabia swoje lody i jak działa całe wyposażenie jego lodziarni, czym Sunset była absolutnie zachwycona. I nawet pewnego dnia sama próbowała z nimi robić lody, ale nie za bardzo jej to wyszło.

       I tak mijały kolejne miesiące, podczas których mała zaczęła wyczekiwać swojej pierwszej gwiazdki. Jej entuzjazm szczególnie urósł, gdy w pierwszą niedzielę adwentu - wyjątkowo jak na Francję świętowanego w Nouvelle Vendée - rodzice zabrali ją na Bożonarodzeniowy Jarmark.

       Wszystko tam było takie wspaniałe! Barwne stragany, różnorodne ozdoby i łańcuchy kolorowych, migoczących światełek uformowane w najróżniejsze kształty. Na początku obawiała się, że nie będzie mogła pójść, skoro było tam tak wiele ludzi. Jednak mama sprytnie zabrała jej do swojej torebki, wyłożonej ciepłym kocykiem i Sunset miała tam cieplutko i wygodnie, bez problemów mogła podziwiać kolory, dźwięki i zapachy jarmarku. Aelita martwiła się jedynie co będzie za rok, gdy mała bardziej urośnie, zwłaszcza że już teraz ledwo się tam mieściła i trochę jej ciążyła, ale to nie było istotne. Liczyło się to jak bardzo się tym wszystkim cieszyła.

       Co prawda, gdy wcześniej rozmawiali o tym ze swoimi przyjaciółmi, to Odd zasugerował, by założyć jej na róg kartonową czapeczkę i dać jakieś ciuchy, w razie pytań wmawiać ludziom, że to zwykły kucyk, tylko pomalowany i przebrany. Sami nie wiedzieli, czy ten pomysł jest bardziej absurdalny, czy może próba przebrania Sunset za prawdziwe ludzkie dziecko jak żartobliwie sugerowała Samantha między salwami śmiechu.

       Oczywiście wiedzieli, że zabranie jej tam tak po prostu, bez wyszukanych sztuczek na ukrycie mogło zakończyć się tym, że ktoś ją odkryje, ale... prawdę powiedziawszy nie byli wstanie wymyślić żadnej sensownej metody. A nawet jeśli faktycznie zostanie zauważona to... cóż chyba nie będzie aż tak źle. W końcu to było małe miasteczko, raczej dość odcięte od świata, więc chyba wieść o ich nietypowej córce nie wyszłaby poza nie... a jeżeli by tak się stało to pewnie i tak nikt by nie uwierzył. Oni sami parę miesięcy temu by nie uwierzyli.

       A nawet gdyby tak miało być to nie potrafili jej tego odmówić - a oczywiście mała od razu zauważyła, że coś się dzieje i bardzo, ale to bardzo chciała pójść.

       Właściwie to nawet wynikła z tego jedna dziwna sytuacja. Jakaś dziewczynka, nie widząc Sunset, dosłyszała jak klaczka coś mówi do Aelity i zaraz zaczęła wołać, że też chce mieć taką gadającą torebkę. Jej rodzice w porę się oddalili, by przypadkiem nie zostać w tej sprawie zaczepionym przez matkę dziewczynki, po czym wszyscy wybuchnęli śmiechem.

       Cała ta sytuacja uczyniła jarmark jeszcze bardziej niezapomnianym przeżyciem.

*

 - Już dziś wigilia, już dziś wigilia! - szczebiotała Sunset, chlapiąc na wszystkie strony, gdy Aelita wyjmowała ja z wanny i pomagała się wytrzeć. 

 - Spokojnie, Słoneczko - zaśmiała się nieco, nie przerywając szorowania jej futerka. - Mamy jeszcze trochę czasu, zanim zacznie się ściemniać. 

 - Ale ja ce już... - mamrotała klaczka, wycierając sobie pyszczek.

 - Cierpliwości kochanie... - Wzięła ją na ręce i nieco przytuliła, po czym zaczęła rozczesywać grzywę. - Na razie musimy jeszcze pomóc babci Celeste z chlebową niespodzianką, a potem pójdziemy na jasełka na placu przed kościołem, pamiętasz?

 - Tak! Jasełka! - wykrzyknęła radośnie Sunset i tak nagle wyskoczyła z ręcznika i rąk Aelity, że wyrwała jej z ręki szczotkę i mając ją wczepioną we włosy pobiegła na dół.

       Dziewczyna rozbawiona pokręciła głową i odkładając mokry ręcznik na bok poszła za nią.
Sunset w tym czasie zdążyła wpaść na Michela, który niósł z piwnicy koszyk pełen jadalnych kasztanów, które nazbierali jesienią podczas wycieczki do lasu. Dobrze ją pamiętała, znalazła wtedy taaakiego wielkiego borowika. Był dwa razy większy od jej kopytka. Ale jej nie smakował. Za kolejnym razem znalazła też innego śmiesznego grzybka w białe kropki, który był czerwony... i nie miała pojęcia skąd rodzice wiedzieli, że jest trujący. A prawie by go spróbowała!

       Ale teraz chciała spróbować czy te kasztany nadal są takie dobre jak świeżo po zerwaniu, bo kilka wypadło z koszyka.

 - Sunset, to na wieczerzę. - Michel pokręcił nieco głową i schylił się, by pozbierać to, co pospadało. - Zobaczysz, że pieczone będą lepsze. No i co by powiedziała twoja mama?

 - Że nie ładnie tak podjadać w wigilię - odparła schodząca ze schodów Aelita, ale jej głos był łagodny i nawet lekko się uśmiechała. - Może lepiej pomóżmy Michelowi je pozbierać.

       Klaczka posłusznie zaczęła zgarniać kopytkami kasztany z podłogi, a gdy jej mama podeszła wystarczyło, że ją podniosła i małą upuściła kasztany do koszyka.

 - No, ale za taką ładną pomoc to się chyba jeden należy - puścił do niej oko Michel i ruchem ręki wystrzelił jednego kasztana prosto do jej pyszczka.

 - Tato... - mruknęła Aelita niezadowolona.

 - Nie przesadzaj, jest mała, nie musicie jej jeszcze tak szkolić. A rozpieszczenie to święte prawo wszystkich dziadków!

 - Ale tylko ten jeden - Na te słowa Sunsetka uśmiechnęła się do mamy nieco speszona i pokiwała główką przełykając smakołyk.

       Chwilę potem, gdy obie przekroczyły kuchenny próg, Celeste przywitała je radosnym głosem:

 - W samą porę kochane! Zostało mi akurat do zrobienia parę specjalnych kanapeczek dla naszego Słoneczka.

 - Dla mnie? - rozpromienił się pyszczek klaczki. Babcia Celeste potrafiła jej robić niesamowite pyszności, nawet z rzeczy, których sama nie jadła!

 - Mhm, trudno teraz o świeże kwiaty, ale od czego ma się zaprzyjaźnioną kwiaciarkę - zaśmiała się lekko, oddzielając płatki z żółtej róży i układając je naprzemiennie z czerwonymi na kawałku chlebka z ziarnami, ale przerwała, by wziąć Sunsetkę na ręce. - Ale będę cię potrzebować, by wybrać te najlepsze! - żartobliwie tryknęła ją w nosek na wpół rozebranym pąkiem.

*

       Jakieś pół godziny później cały plac w centrum miasta był wypełniony ludźmi. Rodzina Belpois oczywiście pojawiła się nieco wcześniej by zająć dogodne miejsce - tak by Sunset mogła wszystko dobrze widzieć i sama nie rzucać się w oczy.

       Samo przedstawienie zaczęło się od sceny zwiastowania, a Sunset tak się wczuła, że zapomniała, iż to wszystko jest tylko odgrywane i gdy Maryja z Józefem nie zostali przyjęci w kolejnej gospodzie, to żywo przejęta chwyciła Aelitę prosząc:

 - Mogą u nas! U nas przenocować! Babcia i dziadek nie wyrzucą!

       Razem z Jeremiem musieli ją szybko uspokoić i przypomnieć, że to tylko przedstawienie i że mieli wtedy takie obyczaje, że do przyjęcia ciężarnej kobiety potrzebowali wolnego piętra lub przynajmniej sali, a nie mogli tego zapewnić. Oczywiście Sunsetka dopytywała się dlaczego, ale tego żydowskiego zwyczaju nie potrafili jednak wyjaśnić. Potok jej pytań zdawał się nie kończyć. Przez cały ten czas serce podchodziło im do gardła ze strachu, że ściągnie tym na siebie czyjąś uwagę, ale wszyscy, którzy to słyszeli pomyśleli chyba, że to po prostu zwyczajne ciekawskie dziecko wypytuje rodziców. Zamilkła dopiero gdy Święta Rodzina znalazła się już w żłóbku, a przebrany w stroje aniołów chór zaczął śpiewać:

- Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan Niebiosów obnażony! Ogień krzepnie, blask ciemnieje...

       Podczas kolędy na scenie zaczęły zachodzić zmiany i atrapy gospód zaczęła zastępować towarzysząca pastuszkom sceneria. Gdy tylko pierwsza kolęda się skończyła chór zaraz przeszedł do kolejnej - tym razem była to pierwsza zwrotka "Wśród nocnej ciszy". Zaraz potem jeden z aniołów z chóru - ten sam, który wcześniej brał udział w scenie zwiastowania - wstąpił na scenę i biblijnymi słowami ogłosił pastuszkom radosną nowinę. Ci niezwłocznie ruszyli, otaczając raz scenę, by w końcu dotrzeć do stajenki, w której z radością złożyli przed Jezusem oraz Józefem i Maryją swoje skromne dary, a później wyciągnęli piszczałki i chór zaczął śpiewać "Przybieżeli do Betlejem", a pastuszkowie włączyli się podczas refrenu.

       I tak jak wcześniej, inni aktorzy znów zmienili scenografię, by na scenę mogli wejść trzej mędrcy ze wschodu i odegrać swoje role pomiędzy fragmentami kolędy "Mędrcy świata". Po złożeniu przez nich darów aktorzy zeszli ze sceny, a narrator dopowiedział zakończenie o ucieczce świętej rodziny. Na zakończenie wszyscy aktorzy - włączając Heroda, na którego Sunset tak się zezłościła, że rodzice musieli powstrzymywać wybuch jej gniewu - zaśpiewali wspólnie ostatnią kolędę: "Dzisiaj w Betlejem".

*

       Cała trójka w radosnych nastrojach wróciła do domu, a Sunsetka wciąż nuciła sobie pod nosem ostatnią kolędę. Po jasełkach było już ciemno i w drodze wspólnie wypatrywali pierwszej gwiazdki. Łatwo ją dostrzegli. Gdy weszli do domu i opuścili Sunset na podłoge ta zaraz zaczęła skakać z przejęcia wykrzykując:

 - Już była gwiazdka! Już była gwiazdka!

 - Spokojnie Płomyczku, wieczerza ci nie ucieknie - zażartowała Aelita, nie mogąc powstrzymać lekkiego chichotu. Choć w zasadzie to wcale się swojej adopcyjnej córeczce nie dziwiła.

       Wigilia to był w końcu bardzo wyjątkowy czas... a tu przez specyfikę miasteczka nabierał on jeszcze szczególniejszego charakteru. I tak jak przez to, iż jakaś ćwierć mieszkańców miała polskie korzenie, znane było tu wiele polskich kolęd, które członkowie Miejskiego Stowarzyszenia Przyjaźni Polsko-Francuskiej już dawno przełożyli na miejscowy język, tak też wiele Bożonarodzeniowych zwyczajów z Polski przeniknęło do społeczności miasteczka, tworząc nową, niezwykle bujną tradycję, bez której Aelita już od pewnego czasu sama nie potrafiła wyobrazić sobie świąt.

       I tak na stole rodziny Belpois znajdowały się nie tylko ostrygi, wędzony łosoś, chlebowa niespodzianka, czy indyk z pieczonymi kasztanami - których w tym roku ze względu na klaczkę przygotowano znacznie więcej - ale też barszcz z uszkami oraz pierogi z kapustą i grzybami, których przyrządzania Celeste już parę late temu nauczyła się od jednej swojej przyjaciółki o polskich korzeniach. Pod obrus naturalnie włożono sianko, a na nim przygotowano jedno dodatkowe nakrycie, dla niespodziewanego gościa, i postawiono na stole świecę wigilijną. Był też już przygotowany talerzyk z pięcioma kawałkami opłatka, a przy miejscu Michela leżała Biblia otwarta na drugim rozdziale Ewangelii według świętego Łukasza.

 - Będzie wieczerza? I prezenty i śpiewanie i czytanie i... - Sunset zaczęła wymieniać wszystkie zwyczaje, jakie potrafiła sobie przypomnieć. Oczywiście na wzmiankę o drugim oczy szczególnie mocno się jej zaświeciły.

 - Wszystko po kolei mała - próbował ją uspokoić Jeremie. - I poczekaj, muszę jeszcze pójść po jedną rzecz.
Właściwie jedna z tradycji stała się dość kłopotliwa odkąd pojawiła się Sunset. No bo jak bez rąk miała połamać się opłatkiem? Odłamywać sobie od nich bez problemów mogła pyszczkiem, ale co z dawaniem innym do połamania. Na szczęście w końcu przypomnieli sobie o urządzeniu, jakie Jeremie dla niej skonstruował, by mogła nauczyć się pisać. Po odpowiednich modyfikacjach nadawało się też dobrze do trzymania opłatka.

       Po niecałej minucie Jeremie był już z powrotem na parterze i zakładał oprzyrządowanie na kopyto Sunsetki.

 - Dobrze, skoro już wszystko gotowe chodźcie wszyscy do stołu - Michel zaprosił ich gestem, i na końcu sam stanął przy swoim miejscu. Gdy wszyscy wspólnie wykonali znak krzyża, tego wyjątkowego dnia w bardziej uroczysty sposób - po łacinie - wyciągnął z kieszeni zapalniczkę i zapalił świecę ze słowami:

 - Światło Chrystusa.

 - Bogu niech Będą dzięki - odpowiedzieli wszyscy, nie wyłączając Sunset, którą naturalnie i w tę część świątecznego ceremoniału już wcześniej wtajemniczyli.

 - Ponad dwa tysiące lat temu z Maryi dziewicy narodził się Jezus Chrystus, syn samego Boga i długo wyczekiwany zbawiciel - rzekł Michel, biorąc do ręki świętą księgę. - Wysłuchajmy z uwagą jak pisze o tym święty Łukasz ewangelista...
W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.
W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoim stadem. Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. Lecz anioł rzekł do nich: «Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu; dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie». I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: «Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania».

 - Oto słowo Pańskie - z tymi słowami zakończył i odłożył Biblię na stolik obok.

 - Chwała tobie Chryste - odpowiedzieli wszyscy.

 - Módlmy się wspólnie za nas i całą naszą rodzinę, aby Bóg obficie udzielał nam swego błogosławieństwa i miłości oraz narodził się na nowo w naszych sercach, a zmarłym dał łaskę nieba, szczególnie dla bohaterskiego Walda, aby czuwał z nieba nad swoją córką. - Przy tych słowach Aelita nie mogła powstrzymać łez i musiała je otrzeć wierzchem dłoni. W końcu były to pierwsze święta, podczas których rodzice Jeremiego wiedzieli już o jej ojcu. - Módlmy się też za pomyślność i o Boże łaski dla naszych sąsiadów, znajomych i przyjaciół, a także za niewierzących by również znaleźli radość w Chrystusie Panu naszym. Prośmy też o to by pobłogosławił ten posiłek...

       I wtedy Celeste nagle - a przynajmniej tak by się zdawało, bo już wcześniej z mężem to ustalili - zaczęła śpiewać, do czego po chwili dołączyli pozostali

 - Pobłogosław Panie z wysokiego nieba! Hej, co by na tym stole nie zabrakło chleba! Hej, co by na tym stole nie zabrakło chleba! Nie zabrakło chleba, nie zabrakło gruli... Hej ani tej miłości do naszej Matuli! Hej ani tej miłości do naszej Matuli! Zjedźmy zjedzmy wszystko wszystko wszyściusieńko... Hej, co by na tym stole było puściusieńko! Hej, co by na tym stole było puściusieńko!

       Sunset aż śmiała się z radości - taka forma modlitwy przed posiłkiem wyjątkowo jej się podobała, w dodatku była dla niej zupełną niespodzianką. Zaraz potem wszyscy wzięli opłatek - a Jeremie umocował jeden przy kopytku Sunset.

 - Synku, żebyście sobie poradzili z wychowaniem tej waszej kruszynki - zaczęła Celeste, już odłamując od Jeremiego kawałek opłatka. - I byście nie mieli nigdy żadnych kłopotów, byście byli zawsze razem tacy zgodni i szczęśliwi, i by wam zawsze Bóg błogosławił.

- I tobie też mamo, żebyś zawsze miała tyle entuzjazmu i byś potrafiła się dalej tak wszystkim cieszyć, byście też zawsze byli z tatą zdrowi i szczęśliwi.

 - Płomyczku, dużo zdrówka, radości, żebyś zawsze była taka kochana i ciekawa świata... - zaczęła Aelita, odłamując już wysunięty przez Sunsetkę opłatek, ale nie zdążyła dokończyć, bo mała weszła jej w słowo.

 - I tobie też mamusiu i żebyś była szczęśliwa i żebyś nie musiała już płakać i żebyś też znów miała mamę!

       Dziewczyna rozpłakała się ze wzruszenia i wzięła swoją córeczkę na ręce, by mocno przytulić. Klaczka była kompletnie zdezorientowana i nie wiedziała jak zareagować.

 - Mama? Płaczesz? Ale ja...

 - To łzy radości mój Płomyczku, łzy radości.

 - Jak to? Łzy nie od smutku?

 - Ludzie płaczą z bardzo różnych powodów Sunset - wyjaśnił Jeremie, podchodząc do nich. - Także z radości.

       Oczywiście takie wyjaśnienie jej nie wystarczyło, ale w końcu rodzice zaspokoili jej ciekawość.
Później składali sobie jeszcze kolejne serdeczne i pełne miłości życzenia. Gdy już wszyscy je ze sobą wymienili, zasiedli wspólnie do stołu. Po zjedzeniu głównych wigilijnych dań wszyscy wspólnie zaczęli śpiewać kolędy, a potem obdzwonili z życzeniami resztę rodziny i znieśli większość ze stołu, by zrobić miejsce na rozliczne desery owocowe. W tym mały prezent od wujka Andre - specjalny fantazyjnie uformowany deser lodowy, dla każdego inny skomponowany z jego ulubionych smaków.

 - Tylko pamiętaj, by nie jeść za szybko - przypomniała Aelita Sunsetce. - Bo rozboli cię gardziełko.

 - Aha. - Kiwnęła główką, ale nagle jej oczy przykuł dziwny widok na niesionym przez Celeste półmisku. - Drewno? Czemu babcia niesie drewno?

 - Nie jest ciut wcześnie na Bûche de Noël, kochanie?

 - Co to... e... Busienel? - klaczka próbowała powtórzyć to nowe nieznane słowo.

 - No, na pewno nie jest to kawałek drewna - zaśmiał się Michel, podczas gdy jego żona położyła roladę na stole. Obrócił ją i wskazał na biszkoptowo-kremowy przekrój. - Widzisz, to takie specjalne czekoladowe ciasto...

- Mm... pycha! - oblizała się Sunset, która już zdążyła poczuć smakowitą woń.

- ...ale zwykle je się je po pasterce - dokończył.

 - Wiem, ale przecież nasza mała Sunsetka pójdzie spać przed pasterką, a też powinna mieć szanse jej spróbować.

       I, tak jak Celeste się spodziewała, faktycznie klaczce bardzo zasmakował ten tradycyjny przysmak, wzięła nawet podwójną dokładkę.

 - A kiedy prezenty? - zapytała po spróbowaniu kolejnego deseru, położyła kopytka na stół i wychyliła się w stronę rodziców i dziadków. - Kiedy? Kiedy? Kiedy?

 - Prezenty otwiera się dopiero w bożonarodzeniowy poranek, dziś jest dopiero wigilia - przypomniał Jeremie.

 - Co? - Mała położyła uszy po sobie. - Ale ja chcę już! Babcia Celeste mówiła, że dziś też otwierają! Czemu nie możemy już?

 - Faktycznie, w niektórych krajach mają taką tradycję... - przyznał Jeremie.

 - Ale u nas zawsze czekało się do rana - uzupełnił jego ojciec.

 - Ale... ale... ale czemu nie możemy? Babcia Celeste mówiła, że mamy też tradycje z tam, gdzie od razu otwierają!

 - No faktycznie coś jej mogłam napomknąć, jak pytała mnie skąd się różne zwyczaje w naszym miasteczku wzięły... chyba nic się nie stanie jak w tym roku trochę zmienimy tradycje.

 - Tak! Będą prezenty! Będą prezenty!

       Zeskoczyła na podłogę i zaczęła po niej skakać z radości.

       Wszyscy ruszyli za nią, zebrali się wokół choinki i pootwierali swoje prezenty. Ale najbardziej Sunsetka nie mogła się doczekać jednego, tego największego, który Celeste sprytnie zostawiła na koniec. Gdy do niego doszli odczytała doczepioną do kolorowego papieru karteczkę:

 - Dla Sunsetki z rodzicami... hm... ciekawe co to może być... - uśmiechnęła się figlarnie.

 - Pokaż babciu, pokaż!

 - Nie wolałabyś sama odpakować i się przekonać?

       Nie trzeba było jej tego dwa razy powtarzać. Wystrzeliła jak strzała i zaczęła pyszczkiem i kopytkami rozdzierać kolorowy papier.

       Tym prezentem okazały się duże drewniane sanki - w sam raz takie by mogła na nich jeździć razem z rodzicem albo i oboma.

 - Jutro wybierzemy się na górkę za miastem i będziecie mogli sobie pozjeżdżać, co ty na to? - zaproponował Michel.

 - Tak! Tak! - Skakała uradowana. Ale chwilę potem podbiegła do innego z prezentów. - A zagramy jeszcze? - wskazała kopytkiem na dodatek do Carcassonne, jaki dostała. Już po odpakowaniu widać był w jej oczach, że nie może się doczekać, by go wypróbować.

       Jeremie spojrzał na zegar i uśmiechnął się do córki.

 - No, myślę, że na jedną grę mamy jeszcze czas.

       Zasiedli więc do wspólnej rozgrywki. Gdy skończyli okazało się, że Sunsetce zabrakło tylko paru punktów, by pokonać Aelitę i wygrać. Bardzo chciała rewanżu, ale umowa to umowa, więc musiała z tym poczekać do jutra. Ale i tak nie chciała od razu iść spać, wciąż niepocieszona drugim miejscem.
Przekonało ją do tego i poprawiło humor dopiero przypomnienie, że przed snem mama poczyta jej jeszcze bajkę, "Opowieść wigilijną". A klaczka była bardzo ciekawa o czym ona jest.

       Gdy Aelita skończyła bogato ilustrowaną historię Scrooge'a, jej Płomyczek już smacznie spał, po całym dniu pełnym wrażeń.

       A że północ już bardzo szybkimi krokami się zbliżała, to niemal cała rodzina wybrała się wspólnie na pasterkę. W domu została tylko Celeste, żeby Sunset nie była sama, gdyby jednak się obudziła. Pani Belpois wyjątkowo w tym roku uznała, że może pójść na mszę rano, gdy reszta będzie na saneczkach.

*

       Następnego ranka wszyscy zebrali się przy wspólnym śniadaniu, a ponieważ gdy skończyli było jeszcze sporo czasu do mszy świętej, to Sunset dostała swój upragniony rewanż i tym razem udało jej się wygrać.

       Po posprzątaniu wszyscy zaczęli szykować się do wyjścia, klaczka ubrała nową czapkę i szalik z zielonej wełny - samo je futerko nie wystarczało, by dostatecznie chronić przed zimnem. Te nowe elementy swojego zimowego stroju dostała od prababci Lumiere. Choć właściwie nie rozumiała, czemu ona jest Lumiere, skoro jest mamą babci Celeste, która ma przecież nazwisko Belpois, tak jak jej tata... to wydawało jej się jakieś zagmatwane, choć rodzice coś jej mówili o tym, że nazwisko czasem się zmienia i dlatego jej mama jeszcze nie była Belpois, ale dopiero będzie.

       Jednak nie zawiłości ludzkich nazwisk były tym, co zaprzątało główkę Sunset, a perspektywa wspaniałej zabawy na saneczkach. A potem mieli do nich pojechać do Patricka i jego siostry, gdzie będą też Ciocia Diana i wujek Andre i wielu innych członków rodziny. Bardzo cieszyła się na to spotkanie, nawet jeśli nie wszyscy od razu ją polubili i zaakceptowali.

       W niecałe dziesięć minut cała czwórka znalazła się na górce za miastem. Właściwie była to polanka, położona w dużej części na zboczu wzgórza, od którego strony tu dojechali, z niewielkim jeziorkiem po przeciwległej stronie, a całość ze wszystkich stron otaczał las. Michelowi udało się znaleźć to ustronne miejsce zeszłego lata, dzięki czemu mieli parę razy okazję wybrać się z Sunset nad wodę, choć jak się okazało miała pewne opory z wchodzeniem do niej. I nawet nie zdążyła nauczyć się pływać.
I tak jak się spodziewali, nie było tu obecnie nikogo, co znaczyło, że mogli swobodnie bawić się z Sunsetką. Zaczęli od paru zjazdów, a potem urządzili sobie wielką bitwę na śnieżki - Michel z Jeremiem kontra Aelita z Sunsetką.

       Gdy już opadł wzburzony śnieg - jak klaczka odkryła wykopywanie śniegu w przeciwnika tylnymi kopytkami było całkiem skuteczną i sprawiającą frajdę strategią - i otrzepali się z niego zaczęli ją na zmianę ciągnąć między drzewami, ku jej wielkiej uciesze.

       Zjechali potem jeszcze parę razy i Michel zadecydował, że muszą już wracać.

 - Ale ja chcę jeszcze na sanki! Pozjeżdżać! - biadoliła Sunset.

 - Niestety Sunset, niedługo będziemy musieli już jechać. I nie chcę byś mi tu przemarzła a w domu Celeste na pewno będzie już na nas czekać z gorącą czekoladą. - Ale mi nie jest zimno! - upierała się, tupiąc nóżką.

 - Płomyczku, ale rodzina Jeremiego na nas czeka, a to nieładnie się spóźniać - przypomniała jej Aelita, po czym puściła do niej oczko. - Ale możemy cię z Jeremiem pociągnąć do samochodu, co ty na to? Mała wydęła usta, intensywnie się nad tym zastanawiając.

 - No dobra... - zgodziła się w końcu niechętnie.

       Usadowiła się wygodnie na sankach, a rodzice pociągnęli ją na górkę. Idealnie do kolejnego zjazdu, nawet jeśli powiedzieli, że nie wolno. Ale wcale jej się to nie podobało. Gdy już byli na szczycie zatrzymali się na chwilę, by Michel mógł pójść przodem i upewnić się, że nikogo nie ma w okolicy i nie będą musieli jej ukrywać po drodze.

       Jej rodzice puścili cugle od sań i zaczęli o czymś rozmawiać.

       Wtedy w głowie Sunsetki zaświtał pewien szalony plan. Była na sankach, na szczycie wzgórza, w idealnej pozycji do zjazdu, a oni nie patrzyli. Więc jeśliby teraz zjechała, to po prostu znów wciągną ją na górę! To był genialny plan, musiała tylko rozbujać sanki, by zaczęły zjeżdżać w dół.

       Zaczęła się wiercić i naciskać na tylną barierkę, a jej wysiłki po krótkiej chwili opłaciły się lekkim posuwaniem w stronę zbocza.

       I w kolejnej już pędziła w dół, coraz bardziej nabierając prędkości.

 - Łiiii! - wykrzyknęła radośnie.

       To natychmiast zwróciło uwagę jej rodziców.

 - Nie, Sunset! - krzyknęli niemal jednocześnie.

       Ale dlaczego? No dobra, nie posłuchała ich, ale nic strasznego się nie działo, tylko się dobrze bawiła! Zjeżdżała w trochę inną stronę niż wcześniej, ale co z tego? I nawet gdy dotarła do płaskiego terenu jechała dalej. Nie skręcała ani nie hamowała jak to robiła wcześniej z rodzicami, tylko gnała naprzód przed siebie, rozpruwając zaspy, by mieć z tego jeszcze więcej frajdy!

       Nagle zobaczyła przed sobą, że śnieg zaczyna się kończyć, a za nim zaczyna się lód.

 - O-o... - zdążyła tylko powiedzieć, nim saniami szarpnęło, gdy natrafiły na jakąś nierówność terenu.

       Przez chwilę znalazły się w powietrzu, by zaraz potem z całym pędem trafić w lód, który pęknął od uderzenia, a Sunset wraz z sankami wpadła do lodowatej wody, wołając:

 - Mama! Tata! Pomocy!

 
 
Dodane przez Lyokoheros dnia lipiec 06 2020 08:04:41
1 Komentarzy ˇ 146 Czytań Drukuj
 Komentarze
Lowca Rakow cztery i pol dnia lipiec 07 2020 06:06:07
Dość słabe to jest moim zdaniem.
 Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Świetne! Świetne! 0% [Żadnych głosów]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [Żadnych głosów]
Dobre Dobre 0% [Żadnych głosów]
Przeciętne Przeciętne 0% [Żadnych głosów]
Słabe Słabe 100% [1 Głos]
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Cytat tygodnia
„Ta historyjka to czyste science-fiction.”
~Yumi Ishiyama
Odcinek pilotażowy
„Xana się budzi” część 2
Shoubox 2.0
Czyli KodLyokowy serwer Discorda. By do niego dołączyć wystarczy kliknąć tutaj.
Kalendarz Fandomowy
Najbliższe fandomowe święto:
Dzień Xany
Data: 17 sierpnia
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Lowca Rakow cztery i pol
14/11/2019 22:17
A widział może ktoś to? http://kodlyoko.hpu.pl/ne
ws.php?readmore=518


Lyokoheros
14/07/2019 21:05
Hm... ktoś ostatnio coś komentował? Bo znowu nie mogę ostatniego komentarza znaleźć...

Lyokoheros
06/04/2019 17:21
Właśnie zaczęło sie wspólne oglądanie 74 odcinka, serdecznie zapraszam: https://www.watch2gether.
com/rooms/pdp-yv6ih5010r6
vvvlzoo


Lowca Rakow cztery i pol
22/02/2019 23:13
Podobno Centrum wypuściło jakiś ekskluzywny wywiad ostatnio...

Lyokoheros
15/02/2019 02:09
Już jutro (właściwie dziś wieczorem, pewnie późnym) pojawią się opowiadania z pisania na setkę - choć niestety były tylko dwa smiley

Lyokoheros
09/11/2018 18:33
Hm... ktoś ostatnio jakiś nowy komentarz dał? Bo widzę, że jest nowy, ale nie mogę go namierzyć...

Lyokoheros
01/11/2018 01:50
ekstremalnie późno to zdążę dokończyć.

Lyokoheros
01/11/2018 01:50
Ech, że też nie zauważyłem, że mi ucięło. Chciałem napisać "kolejny dzień". No mniej więcej, bo rano wyjeżdżam do rodzinki i nie wiem dokładnie o której wrócę, ale o ile nie będzie to

Ananasims
01/11/2018 00:43
K? "Kilka"? "Kwadrans"? "Kwartał"?

Lyokoheros
01/11/2018 00:27
No... trochę jeszcze będziecie się musieli uzbroić w cierpliwość niestety - prace nad gazetką niestety mi się nieco wydłużają i choć miała być do północy to... cóż obawiam się, że przesunie się to o k

Jacks_
29/10/2018 23:30
No to czekamy smiley

Lyokoheros
29/10/2018 18:37
bardziej będę skupiał na KLPX, wiadomo, ale to tak niemal równolegle i ponieważ z tamtym rozdziałem zostało mi mniej pracy to może wyjść przed 11 rozdziałem KLPX.

Lyokoheros
29/10/2018 18:37
prostu muszę jeszcze dopracować... no i jest to akurat jeden z ważniejszych jego rozdziałów - ze sceną, która w drugim fandomie spokojnie może być uznana za najbardziej wyczekiwaną. Znaczy i tak się

Lyokoheros
29/10/2018 18:36
Tylko, że porzucania zaczętego dzieła jest... trochę średnie delikatnie mówiąc. I nie, 21 rozdział KE czyli Kodu Equestria. Moje inne opowiadanie, tylko że akurat multiwersowe, którego rozdział po p

Xanadu
29/10/2018 18:16
Tak w ogóle to nie przestałem pisać, tylko że wolę się skupić na własnych pomyslach. Może założę sobie wattpada i coś tam niedługo wrzucę, ale na kod Lyoko nie mam ochoty, ani czasu.

Jacks_
29/10/2018 16:39
21? Chodzi Ci o 11 rozdział drugiego tomu Powrotu Xany?

Lyokoheros
29/10/2018 01:16
(w tym na pewno NMS) -> jak będę miał na 2 tygodnie do przodu do publikację to wtedy inne rzeczy.

Lyokoheros
29/10/2018 01:16
Icebreaker) -> kilka nowości omawianych obecnie z Wojownikami (znaczy tu ponownie skupiłem się na wiadomościach, więć rozmowy trochę jakby stanęły) -> potem ewentualnie jakieś inne pisanie

Lyokoheros
29/10/2018 01:15
które to opóźniły). Generalnie na chwilę obecną przyjąłem sobie następujący priorytet projektów: Wiadomości Kadic -> KLPX i 21 rozdział KE (+w trakcie trochę Past Sins i przejrzenie Expulsion oraz

Lyokoheros
29/10/2018 01:15
Chyba stroną chciałeś powiedzieć. A idą... no na chwilę obecną to stoją. Mam obecnie nieco roboty na studiach i skupiłem się na Wiadomościach Kadic na tę chwilę (a były pewne problemy techniczne,

Archiwum

Copyright © 2012
Powered by v6.01.6 © 2003-2005Leviathan by:
1138607 Unikalnych wizyt

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie